piątek, 30 września 2016

II#1

Witajcie Kochani! Powracam... z drugą częścią, z nowymi pomysłami, z nowymi bohaterami jak i również ze starymi obawami czy Wam się spodoba...
Nie ukrywam czasu było mało, ale bardzo się starałam, bo nie chcę Was zawieść. Nie jestem do końca zadowolona z efektów końcowych (zresztą chyba nigdy nie będę, bo wiecznie bym coś poprawiała), ale nie chcę Was dłużej trzymać w niepewności. Poza tym, w najbliższym czasie będę skupiona na czymś innym, (ale o tym narazie cicho szaaaa), dlatego zdecydowałam, że już najwyższy czas. Mam tekstu na kilkanaście rozdziałów, w planach następne, ale zanim się za nie zabiorę potrzebuję Waszych opinii i motywacji... Tak więc... siedzicie wygodnie? Jesteście gotowi? 
Akcja rozpoczyna się trzy lata później odkąd zniknęła Julia. Poznajcie Ewę - nową bohaterkę....



Pierwszy września. Nie mogłam uwierzyć, że wakacje już się skończyły. Czas zdecydowanie za szybko płynął. Powinnam wrócić do pracy wypoczęta a tymczasem czułam się jakbym nie miała urlopu. Oczywiście wiedziałam jaka jest przyczyna takiego stanu. Decyzja o przeprowadzce do Michała, była błędem. W ogóle decyzja, aby zainwestować w niego czas była porażką. Każdego dnia uświadamiałam sobie to głębiej. Zachodziłam w głowie, jak do tego doszło. Z dwojga wydających się kochać ludzi staliśmy się niemal wrogami. Czy to codzienna rutyna nas zabijała? Wydawało mi się, że go znam, jednak szybko musiałam zweryfikować swój pogląd. Te kilka godzin w tygodniu, które spędzaliśmy przez ponad rok na randkach, dało mi jego obraz, jak się okazało w krzywym zwierciadle. Gdy się do niego wprowadziłam, wszystko się zmieniło. Nagle stał się zaborczy i zazdrosny. Zaczął ode mnie więcej wymagać a sam nie dawał mi nic w zamian. Zdawał się całym sobą mówić: „usidliłem cię, jesteś teraz moja i masz robić co ci każę”. Oczywiście buntowałam się, z tego powodu wybuchały awantury. Miałam tego już serdecznie dość. Byłam zmęczona, nie tego oczekiwałam po wspólnym zamieszkaniu. To nie była moja wizja idealnego związku. Nie po to stawałam na głowie, aby zaczął się ze mną spotykać, by teraz zadawalać się taką byle jakością. Zastanawiałam się dlaczego nadal z nim jestem. Z powodu miłości? Nie to nie była miłość! To co w takim razie? Chęć bycia w związku dla związku i obawa, że zostanę starą panną? Wieku nie oszukam! Sama siebie również! Byłam żałosna! Z zamyślenia wyrwał mnie płacz dziecka. Niby nic nowego, w przedszkolu dzieci wiecznie płaczą, zwłaszcza na początku kolejnego roku szkolnego. Moim obowiązkiem jako przedszkolanki było jednak dbanie, aby płakały jak najmniej. Przystanęłam cicho przy szatni skąd dochodził dźwięk, chcąc rozeznać się w sytuacji.

– Tatusiu, proszę nie zostawiaj mnie tutaj. Chcę do domu – zawodziła jakaś dziewczynka.

– Słoneczko, obiecałaś spróbować. – Jakiś męski głos próbował ją uspokoić.

– Boję się, proszę zostań ze mną.

Słysząc podciąganie małym noskiem i płacz, mogłam sobie z łatwością wyobrazić tę scenę. Dziewczynka przyklejona do nogi taty, próbuje przekonać go łzami, aby jej nie zostawiał. Jako pedagog oczywiście wiedziałam, że dla dzieci jak i dla rodziców takie rozstania nie są łatwe. Jednak rodzic zawsze powinien być stanowczy, oczywiście w łagodny sposób spróbować przekonać dziecko aby jednak spróbowało. Z zasłyszanych słów, zrozumiałam, że tatuś jednak zaczyna się łamać, postanowiłam więc wkroczyć do akcji. Weszłam do szatni. Mężczyzna tulił w objęciach zapłakaną dziewczynkę.

– Dzień dobry – powiedziałam i z uśmiechem na ustach podeszłam do nich. – Hej, ślicznotko, chyba jesteś dziś u nas pierwszy raz? Zgadłam? – zagadałam do małej.

Podciągnęła noskiem i spojrzała na mnie z zainteresowaniem. Punkt dla mnie! Pokiwała głową.

– Jak się nazywasz? – ciągnęłam dalej.

– Maja Łozowska – odpowiedziała swoim słodkim głosikiem.

– Miło mi cię poznać Maju, ja jestem Ewa. Tak się składa, że jestem wychowawczynią twojej grupy. Chciałabyś zobaczyć naszą salę zabaw?

Małej rozbłysły oczy i uśmiechnęła się kiwając głową. Wyswobodziła się z uścisku ojca i złapała rękę którą do niej wyciągnęłam, zachęcając ją do podejścia.

– Dziękuję – szepnął w moim kierunku ojciec dziewczynki.

Dopiero teraz mu się przyjrzałam. Na oko, sądząc po zmarszczkach na twarzy miał ponad trzydzieści lat, mimo to ubrany był zdecydowanie luzacko i młodzieżowo. Miał na sobie skurzaną kurtkę, spod której wystawała bluza w kapturem. Głowę przykrywał mu czarny kapelusz, spod którego luźno zwisały lekko kręcone włosy, sięgające ramion. Spodnie rurki i jakieś modne buty. Zupełnie odbiegał stylem od pozostałych tatusiów, których spotkałam dotychczas w całej swojej karierze pedagoga. Było w nim coś… innego, coś co sprawiało, że nie potrafiłam oderwać wzroku. Miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś go już widziałam. Zaraz, zaraz! Tak! Olśniło mnie. To był wokalista jakiegoś zespołu, widziałam go już przecież w telewizji. Nie mogłam sobie przypomnieć jak się nazywał, ale byłam niemal pewna, że to on. Uśmiechnęłam się do niego głupawo. Zaraz jednak przybrałam profesjonalny wyraz twarzy! Co z tego, że to gwiazda. Nie chciałam, aby wziął mnie za jakąś ofiarę, co mdleje, na widok celebryty. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni jakiś kartonik i podał mi go, mówiąc:

– Proszę dzwonić, gdyby płakała, lub… po prostu proszę dać mi znać jak sobie radzi. Mogę panią o to prosić?

Wzięłam wizytówkę i schowałam ją szybko do kieszeni.

– Proszę się nie martwić, jest w dobrych rękach. Wszystko będzie dobrze – powiedziałam.

Pożegnał się z córką i szybko wyszedł.

Moja nowa podopieczna nie opuszczała mnie na krok cały dzień. Dzieci różnie reagują. Jedne chojrakują na początku, by za chwilę płakać po kątach, inne płaczą na początku, ale później dzielnie trzymają fason. Maja była inna. Od razu przejęła rolę mojej pomocnicy. Chciała mi we wszystkim pomagać. Wpatrywała się we mnie zachwycona, co chwilę się do mnie przytulała. Inne dzieci nie bardzo ją interesowały. Była bardzo wygadana jak na trzylatkę i zadawała mi miliony pytań. Gdy w końcu nastała przerwa na leżakowanie i położyłam dzieci spać, miałam chwilę odpoczynku. Przypomniałam sobie o wizytówce. Wyjęłam ją szybko i z zaciekawieniem obróciłam w dłoniach. Na białym kartoniku widniał tylko numer telefonu oraz imię i nazwisko: Wojciech Wozzo Łozowski. Nie namyślając się długo wystukałam na komórce smsa:

Maja radzi sobie świetnie. Proszę się nie denerwować. Pozdrawiam Ewa.

Odpowiedz nadeszła bardzo szybko.

Ufff Dziękuję. Również pozdrawiam Wojtek.

Uśmiechając się pod nosem zapisałam sobie jego numer w komórce pod nazwą: Gwiazda.

Reszta dnia zleciała jak zawsze. Zaraz po obiedzie zaczęli się schodzić rodzice, aby odebrać swoje pociechy. Maja siedziała na moich kolanach i rozemocjonowana opowiadała mi o swoich urodzinach, które odbyły się niedawno. Słuchałam jej wtrącając w odpowiednich momentach „ochy” i „achy” jednocześnie rozglądając się po sali, aby sprawdzić jak inne dzieci sobie radzą. Śmiejąc się z opowiadania dziewczynki odwróciłam głowę i napotkałam spojrzeniem Wojtka. Nie wiedziałam jak długo stał w drzwiach, ale przyglądał nam się z dziwnym wyrazem twarzy. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że jego spojrzenie wyraża tęsknotę, ale to było coś głębszego niż tylko tęsknota za córką, której nie widział raptem kilka godzin. Zrobiło mi się go żal, mimo iż to uczucie było kompletnie irracjonalne, bo skąd mogłam wiedzieć co mu tam w głowie właśnie grało?

Podeszłam do niego, niosąc na rękach Maję przytuloną, jak małpkę. Mała oderwała się ode mnie niechętnie, co mnie bardzo zdziwiło. Coś tu było nie tak. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, aby dziecko w pierwszym dniu nie miało ochoty wracać do domu. Wojtek odebrał córkę i podziękował mi. Jego wzrok był zimny i przenikliwy. Czy tylko mi się to zdawało? Zostałam w tym samym miejscu, podczas gdy oni zniknęli za rogiem. Usłyszałam jeszcze jak mała mówi:

– Tatusiu, pani Ewa jest taka super. Moglibyśmy spotkać się z nią poza przedszkolem?

– Chciałabyś tego? – spytał Wojtek. Jego głos jakby lekko zadrżał.

– Bardzo! – odpowiedziała mu dziewczynka.

Przez następne kilka dni Maja zawładnęła moim sercem. Była rozbrajająco szczera i zabawna. Codziennie miała dla mnie nową porcję opowieści. A to jak jej tata, przypalił obiad, albo jak babcia zgubiła kluczyki do samochodu. Poznałam całą jej rodzinę i znajomych Wojtka poprzez jej paplaninę. Jedyne co mnie smuciło to, że nigdy nie opowiadała o matce. To, że traktowała mnie bez mała, jak rodzicielkę świadczyło tylko o jednym. Musiała jej nigdy nie poznać, lub miała z nią bardzo ograniczony kontakt. Nie chciałam być wścibska i jej wypytywać, ale nurtowało mnie to. Brakowało jej ewidentnie matczynej miłości. Wojtek sądząc po jej opowieściach starał się jak mógł, ale dziewczynka potrzebowała jednak kobiecej dłoni obok siebie. Jak sama kiedyś powiedziała: „tatuś by tego nie zrozumiał”. Z jednej strony cieszyłam się, że mogę ją wesprzeć choć kilka godzin dziennie, z drugiej myślałam perspektywicznie. Nie chciałam aby przyzwyczajała się do mojej obecności, bo wiedziałam, że to nie będzie trwało wiecznie. Najdziwniejsza jednak w tym wszystkim była postawa Wojtka. Wyczuwałam od niego ogromny dystans w stosunku do mojej osoby. Czułam, że przygląda mi się, obserwuje i analizuje moje relacje z Mają. Rozmawiał ze mną zawsze bardzo powściągliwie. Miałam wrażenie, że jest na mnie zły z powodu tego, że córka okazuje mi tyle zainteresowania.

Któregoś dnia, robiłam zakupy w jednym z hipermarketów. Przechodząc obok regałów z zabawkami, mignęła mi znajoma główka. Maja kucała i cichutko płakała. Podbiegłam do niej szybko.

– Kochanie co się dzieje? – spytałam zaniepokojona, rozglądając się nerwowo na boki. Nigdzie jednak nie widziałam jej taty.

Dziewczynka gdy tylko mnie zobaczyła, rzuciła mi się na szyję.

– Zgubiłam się! Nie chciałam! – łkała spazmatycznie.

– Już dobrze, kochanie. Zaraz zadzwonię do twojego taty.

Znalazłam w torebce komórkę i pospiesznie wykręciłam numer. Mała cichutko popłakując nie chciała się ode mnie oderwać.

– To nie jest najlepszy moment – usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos Wojtka.

– Tak wiem! Znalazłam ją – powiedziałam szybko nim zdążył się rozłączyć.

– Co? Gdzie ona jest? – spytał.

– W alejce z zabawkami.

– Z zabawkami? No jasne, że z zabawkami… idiota ze mnie. Zaraz tam będę – powiedział i się rozłączył.

Chwilę później zobaczyłam go jak biegnie. Maja gdy tylko go ujrzała rzuciła mu się na szyję.

– Przepraszam tatusiu – pisnęła.

– Już wszystko dobrze córeczko, ale proszę nie rób mi tak więcej.

Wojtek zamknął oczy i przytulił małą. Na jego twarzy malowała się ulga. Stałam i ze wzruszeniem patrzyłam na nich oboje. Poczułam ukłucie zazdrości. Też tak chciałam! Chciałam mieć faceta, który będzie właśnie tak traktował nasze dziecko. No może pomijając fakt, że oczywiście dostałby burę za to, że ją zgubił. Po raz pierwszy poczułam, że chciałabym taką rodzinę. Chciałabym takiego męża i takie dziecko. Oczami wyobraźni zobaczyłam siebie obok nich. Stop! Wróć na ziemie! Fantazjujesz! Pokręciłam głową aby odegnać od siebie obrazy, które spłynęły mi do głowy nieproszone.

– Dziękuję. – Wojtek przerwał w końcu mój potok myślowy. – Wystarczyła chwila nieuwagi i już jej nie było. – Tłumaczył się.

– Zdarza się! Na szczęście nic złego się nie stało – odpowiedziałam, uśmiechając się. Chyba pierwszy raz zwrócił się do mnie nie używając słowa „pani”. Najwyraźniej emocje tak na niego wpłynęły. Nawet się uśmiechnął. Cóż za zmiana!

– Tatusiu zabierzemy panią Ewe na lody? Proszę? – Maja zaskomlała, gdy już przestała płakać.

– Pani Ewa na pewno jest zajęta, robi zakupy – odpowiedział Wojtek, zerkając w moją stronę.

– Właściwie, to mam czas. I mam już wszystko co potrzeba w wózku – powiedziałam, zanim zdążyłam się zastanowić.

Maja klasnęła w dłonie. Przynajmniej ona się ucieszyła. Wojtek z wymuszonym, uprzejmym uśmiechem przepuścił mnie pierwszą do kasy. Całą drogę do kawiarni przy pasażu pokonaliśmy w milczeniu. Znaczy milczałam ja i Wojtek, Maja natomiast podskakując radośnie podśpiewywała piosenkę której dzisiaj się nauczyła w przedszkolu. W pewnym momencie złapała nas oboje za ręce. Spojrzeliśmy na siebie z Wojtkiem jednocześnie. Dla kogoś z zewnątrz ten obrazek wydawał się zapewne sielski. Ot, para ludzi spacerowała sobie trzymając się za ręce z dzieckiem. Widziałam w jego spojrzeniu, że poczuł się nieswojo. Ja miałam jednak inne odczucia. W zakamarkach umysłu zaczęło coś kiełkować, ale jeszcze nie byłam pewna czy coś będę chciała z tym zrobić.

Wozzo

Patrząc jak Majka szczęśliwie podskakiwała, gdy spacerowaliśmy przez pasaż, biłem się z myślami. Złapała nas oboje za ręce, nie zdając sobie oczywiście sprawy z tego jak to wyglądało. Zerknąłem na Ewe, zarumieniła się, najpewniej też poczuła się niezręcznie. Majka nie pierwszy raz wykręcała mi taki numer. Gdziekolwiek bym jej nie zabrał, zawsze lepiła się do jakiejś kobiety. Serce mi się krajało, bo wiedziałem z czego to wynikało. Choćbym nie wiem jak się starał nie mogłem zastąpić jej matki, o którą bez przerwy ostatnio pytała. Od jakiegoś czasu wszystkie spotkane kobiety traktowała jako potencjalne kandydatki na mamy. Z tymże żadna do tej pory nie poświęciła jej tyle uwagi, co Ewa. Nie wiedziałem, co mam o niej myśleć. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie ciekawiła. Gdy patrzyłem, jak zajmuje się małą serce mi rosło. Oczywiście była przedszkolanką, to jej praca, musiała się opiekować dziećmi. Jednak miałem wrażenie, że traktuje Maję jakoś dużo szczególniej niż inne dzieci. Nieraz podglądałem to jak się z nią bawiła, jak rozmawiały radośnie się śmiejąc. Majka nie przestawała o niej mówić po powrocie z przedszkola. Cholernie mnie to gryzło. Co miałem jej powiedzieć gdy pytała czy możemy się z nią spotkać poza przedszkolem? Dotychczas nie myślałem nawet o tym aby zacząć się z kimś spotykać. Samolubnie użalałem się nad sobą, podczas gdy nie zauważałem, że Mai jest potrzebna matka. Wszyscy na około powtarzali mi, że powinienem odpuścić i zacząć żyć dalej. Ale jak miałem odpuścić miłość swojego życia? I jak miałem wytłumaczyć trzylatce, że nie może każdej napotkanej kobiety napastować jakby była jej matką? Minęło już tyle czasu, czułem, że wspomnienia po Julii zaczynały blednąć w mojej głowie i rozmywać się. To poczucie odkładało się nową warstwą smutku na ciągłej tęsknocie. Tak bardzo mi jej brakowało…

Usiedliśmy w końcu w kawiarni. Kelnera przyniosła zamówienie. Między nami nadal trwała cisza. Byłem zły, że Majka mnie wrobiła, ale z drugiej strony patrząc na jej uśmiechniętą twarzyczkę, jak mógłbym odmówić jej tej chwili radości. Postanowiłem się w końcu przełamać i dać Ewie szansę. A nuż może się nie zanudzę? Była wysoką, szczupłą blondynką z niebieskimi oczami, nawet całkiem ładna, na swój dziewczęcy sposób, ale kompletnie nie w moim typie! Tak bardzo różniła się od Julii. Nie mogłem nic poradzić na to, że każdą napotkaną kobietę do niej porównywałem.

– Dawno pracuje pani jako przedszkolanka? – spytałem.

– Proszę mi mówić po imieniu. Jestem Ewa – uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie rękę przez stolik. Miała ciepłą dłoń.

– No tak! Tak w sumie chyba będzie łatwiej. Wojtek – odpowiedziałem potrząsając lekko naszymi splecionymi dłońmi.

Rozmowa szybko zeszła na temat Mai. Nim się spostrzegłem pół godziny minęło jak dwie minuty. Ewie nagle zadzwoniła komórka. Szybko odnalazła telefon w torebce i spojrzała na wyświetlacz. Mina jej zrzedła gdy zobaczyła kto dzwoni. Z lekkim przerażeniem w oczach odrzuciła połączenie i szybko wstała, żegnając się pośpiesznie. Dziwne to było. Odniosłem wrażenie, że bała się osoby dzwoniącej. Nie mogłem się powstrzymać i obserwowałem ją jak się oddalała. Nie namyślając się długo, złapałem Majkę pod pachę i popędziłem za nią. Sam nie wiem czym się kierowałem. Gdy wyszliśmy na parking od razu ją zauważyłem. Stała obok drogi, obładowana siatami i rozglądała się energicznie. Przystanąłem na chwilę. Koło niej zatrzymało się jakieś zdezelowane Audi. Z głośników samochodu sączył się ciężki rap. Kierowca uciszył muzykę i nachylił się w jej kierunku przez szybę.

– Ile można czekać na ciebie? – warknął.

– Jak byś łaskawie mi pomógł to byłoby szybciej – odszczekała się, próbując otworzyć bagażnik samochodu. Po kilku nieudanych próbach, zawołała:

– Otwórz ten bagażnik!

Z samochodu wysiadł koleś w dresie i obcisłej koszulce. Klnąc soczyście pod nosem, podszedł do tyłu samochodu i odepchnął ją trochę zbyt stanowczo.

– Nic nie umiesz sama zrobić! – krzyknął otwierając klapę.


Ewa włożyła zakupy do środka i zatrzasnęła bagażnik. Oczywiście nie pomógł jej z siatkami tylko od razu usadowił się za kierownicą. Dziewczyna jeszcze nie zdążyła zatrzasnąć drzwi, gdy auto z piskiem ruszyło. Przejeżdżając koło mnie, nasze spojrzenia się spotkały. Bardzo mi się nie spodobało to, co zobaczyłem w jej oczach. Z wściekłości zacisnąłem dłonie w pięści. To nie twoja sprawa – powtarzałem sobie w myślach, jednak nie mogłem się pozbyć z głowy widoku jej przerażonych oczu.

*******************************************************

No i jak? Zdziwieni? Zaskoczeni? Źli? Zadowoleni? Zaciekawieni? Znudzeni?
Cokolwiek czujecie, dajcie upust swoim emocjom w komentarzach... KONIECZNIE!!!!
PS. To jakie macie plany na piątkowe wieczory?
Pozdrawiam,
Wasza Angela...



piątek, 9 września 2016

#Ogłoszenie

Witajcie kochani...
Co się tyczy kontynuacji mojego opowiadania to... Większość z was w komentarzach narzuciła mi termin na "po wakacjach", mimo iż ja nigdy nie mówiłam kiedy nowe rozdziały się pojawią... Jednak postanowiłam sprostać Waszym oczekiwaniom... wakacje upłynęły mi więc "pracowicie", niestety jednak jeszcze nie jestem gotowa aby to opublikować... potrzebuję jeszcze chwilki czasu... może tydzień... może dwa... nie dodam nic nowego jeśli nie będę mieć absolutnej pewności, że zdążę dopisać resztę publikując jak zazwyczaj co tydzień. Także proszę Was o jeszcze trochę cierpliwości, no i oczywiście o motywacje. Jesteście ze mną jeszcze? Kto chce przeczytać 2 część wstawia komentarz!!!

No i mały spoiler - w kontynuacji pojawią się nowe postacie (jak i stare oczywiście :-) będzie więcej tekstu z narracją Wozza... no i...

piątek, 1 lipca 2016

#Spoiler

Tak, to znowu ja J
Wiem, co pisałam w zeszłym tygodniu…. Ale chciałam Was poinformować, iż złamałam się pod naporem próśb i gróźb…. Zaczęłam pracę nad kontynuacją tej historii…. Nie potrafię się z nią rozstać... Nie wiem jeszcze kiedy ujrzy ona światło dzienne, więc proszę Was o cierpliwość i wsparcie…..
Aby zostawić was w trochę lepszych nastrojach po Epilogu (nie, nie zmienię go, nadal jest aktualny J), przygotowałam mały spoiler drugiej części. Wiem, że wrzucając epilog ominęłam kilka wydarzeń, których zapewne jesteście ciekawi…. Więc cofniemy się w czasie we wspomnieniach Julii…


*******************************************************************



Tuż po naszych zaręczynach Wojtek zaskoczył mnie swoją decyzją. Pewnego dnia wziął moje opakowanie tabletek antykoncepcyjnych i zadowolony z siebie wyrzucił je do kosza na moich oczach.

– Co robisz? – spytałam zdziwiona.

– To już ci nie będzie potrzebne – odpowiedział, uśmiechając się szelmowsko.

– Nie wygłupiaj się! – odpowiedziałam i zrobiłam ruch w stronę kosza, zamierzając odzyskać opakowanie. Zagrodził mi jednak drogę swoim ciałem.

– Jak tam sobie chcesz! – prychnęłam. – Masz szlaban na seks, dopóki nie kupię nowego opakowania – powiedziałam pokazując mu język. Odwróciłam się i zamierzałam wyjść, gdy poczułam jak łapie mnie w pasie  i okręca. Siłą rozpędu zderzyłam się z jego klatką piersiową. Natychmiast unieruchomił mnie w uścisku.

– Nie wydaje mi się! – powiedział wbijając we mnie to swoje seksowe spojrzenie, po którym zawsze miękły mi nogi.

– Co? – spytałam zdezorientowana. Mącił mi myśli patrząc na mnie w ten sposób. Już nie byłam pewna o czym właściwie rozmawialiśmy.

– Nie wydaje mi się, abyś mogła mi się oprzeć! – powiedział pewny swego i  przejechał kciukiem po moich wargach. Tętno skoczyło mi do maksimum i przełknęłam głośno ślinę. Moje ciało, jak zawsze zareagowało optymizmem na taki bieg wydarzeń. Poczułam, jak w brzuchu zaczął się piętrzyć żar i zdałam sobie sprawę, że jestem na przegranej pozycji. Miał cholerną rację!

– Co ty zamierzasz? – spytałam, znajdując w sobie odrobinę zdrowego rozsądku i złapałam się jej, bo czułam, że za chwilę przekroczę granicę i rozpłynę się pod wpływem jego spojrzenia i dotyku.

– Zamierzam, kochanie zrobić ci dziecko – powiedział, przygryzając lekko płatek mojego ucha, doprowadzając mnie tym do mimowolnego drżenia. Jego słowa docierały do mnie z lekkim opóźnieniem. Prawie się zapowietrzyłam, gdy mój mózg w końcu przyswoił zasłyszane słowa.

– Co proszę? – wyszeptałam, starając się wyszarpać z jego uścisku. Wojtek jednak nie dawał za wygraną. Zwiększył siłę w ramionach przyciskając mnie mocniej do siebie. Jednocześnie jego ciepły język kontynuował podróż po mojej szyi, zmniejszając tym samym moją szansę na powstrzymanie ogarniającego pożądania, które rozlewało się w moim ciele.

– Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałaś mi o tym śnie, że urodziłaś mi synka? Chcę właśnie tego! Jestem gotowy by zostać ojcem i to właśnie ty mnie nim uczynisz! – powiedział władczo, dysząc lekko w moje ucho.

Zaskoczenie mieszało się z euforią w mojej głowie. Pokochałam go w tym momencie jeszcze bardziej, choć nie sądziłam, że jest to możliwe.

– Kochanie uczynię to z radością, ale dlaczego tak szybko? Zajmijmy się najpierw ślubem. Nie chcę iść do ołtarza z brzuchem – poskarżyłam się pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.

– Nie będziesz musiała. Nic jeszcze nie będzie widać – odpowiedział dysząc mi prosto w usta.

– Ale jak to? – spytałam zdziwiona, łapiąc się w głowie dziwnemu przeczuciu.

Wojtek nagle złapał moją twarz w obie swoje dłonie i popatrzył mi głęboko w oczy.

– Nic jeszcze nie będzie widać, ponieważ ślub odbędzie się za dwa miesiące. Termin i sala już zaklepane!

– Powiedz, że żartujesz! – Przeraziłam się. – To za szybko! Przecież z niczym nie zdążymy! A zaproszenia? A wystrój? Kto będzie grał? Przecież nie mam jeszcze wybranej sukni – panikowałam. Wojtek jednak zamknął mi usta pocałunkiem, przerywając potok myśli w mojej głowie.

– Niczym się nie przejmuj. We wszystkim ci pomogę – powiedział, gdy w końcu nasze wargi zakończyły swój taniec, odrywając się od siebie. Delikatnymi ruchami masował moje plecy. Drżałam na całym ciele. – Jesteś tylko moja! Chcę to oznajmić całemu światu, jak najszybciej. Nie mogę znieść myśli, że miałoby cię znów zabraknąć w moim życiu. Jestem najszczęśliwszy gdy mam cię tuż obok siebie i chcę aby tak było już zawsze. Wiem, że może ci się to wydać niedorzeczne, ale chcę w ten sposób oszukać los, który niewiadomo co jeszcze dla nas przygotował. Będę spokojniejszy, jeśli będziesz już moją żoną. Więc proszę zrób to dla mnie.

– A niech cię, Łozowski!

Tym razem to ja zamknęłam mu usta pocałunkiem, rzucając się na niego z jękiem. Wyraz jego oczu uspokoił mnie i przekonał do tego szalonego pomysłu. W tamtej chwili pragnęłam dać mu wszystko to, o co poprosił. Cały mój świat skupiał się w jego osobie, więc jak mogłabym odmówić?

**********************************************

A teraz już na serio przerwa..........

piątek, 24 czerwca 2016

#EPILOG

Rok później

Wozzo

– Tatuś wrócił – krzyknąłem radośnie od progu. Nie za głośno tak, żeby ewentualnie nie obudzić Mai. Nie mogłem się już doczekać moich kobiet. Tej dorosłej i tej zupełnie malutkiej. Wracałem właśnie z koncertu. Ciężko było mi się z nimi rozstawać, ale wiedziałem, że jest jeszcze za wcześnie na ciąganie ich po hotelach. Tęskniłem bardzo. Trzy dni rozłąki, a ja czułem się jakby minął miesiąc.

– Julia? – zawołałem.

Musiała usłyszeć, jak wszedłem wiedziała, że mam przyjechać. Odpowiedziała mi jednak cisza. Niczym niezaniepokojony ruszyłem do pokoju dziecinnego. Pewnie usypia małą – pomyślałem. Cicho uchyliłem drzwi i zajrzałem do środka. W łóżeczku smacznie spała moja córka. Podszedłem do niej i pogłaskałem delikatnie jej główkę. Była doskonała w każdym calu. Stałem chwilę i po prostu na nią patrzyłem, na maleńką cząstkę mnie i mojej ukochanej. Obie zawładnęły moim sercem od pierwszego spojrzenia. Wyszedłem w końcu zostawiając ją pogrążoną w głębokim śnie. Zaglądnąłem do sypialni, tam również nie było mojej żony. Co jest u licha? Zacząłem panikować, kiedy nie znalazłem jej również w łazience. Gdzie ona jest? Złapałem za telefon i zadzwoniłem. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu dzwonek jej komórki odezwał się gdzieś w głębi mieszkania. Coraz bardziej zaniepokojony odnalazłem go na kuchennym blacie. Pod nim leżała karta. Od razu rozpoznałem jej pismo. Było jednak jakieś niedbałe, jakby pisała trzęsącą się ręką.

Odchodzę, nie szukaj mnie…


Przeczytałem to jedno zdanie chyba z milion razy. Co to kurwa miało znaczyć? Chyba nie chciała mi powiedzieć, że…

****************************************************
Koniec. To wszystko co przygotowałam w tej historii. Miałam w głowie kilka scenariuszy, jak to zakończyć, a i tak gdy w końcu usiadłam i zaczęłam pisać wyszło to…. Przepraszam, ale musiałam… Znacie mnie już na tyle, że wiecie iż lubię tego typu zakończenia J Być może chcielibyście mnie zapytać: dlaczego kończę? Ta historia zaczęła kiełkować w mojej głowie już prawie dwa lata temu. Poświęciłam jej mnóstwo czasu i serca, ale jestem nią już zmęczona. Potrzebuję od tego odpocząć, poukładać sobie w głowie pewne rzeczy, spojrzeć na wszystko na świeżo, a przede wszystkim chciałabym się skupić na czymś nowym J I drugie pytanie: czy napiszę ciąg dalszy? Nie ukrywam, że bardzo zżyłam się z tą historią i w głowie mimowolnie pojawiają mi się dalsze sceny, ale czy kiedykolwiek je spiszę…. Nie wiem…. To zależy…(…)

Teraz czas na podziękowania. Kiedy zaczynałam pisać, robiłam to tylko i wyłącznie dla siebie, aby dać upust wyobraźni, która mimowolnie i podświadomie produkuje w mojej głowie różne scenariusze. Gdy zdecydowałam się podzielić  swoją twórczością ze światem, byłam bardzo zdenerwowana i bałam się, że nikt nie zechce tego przeczytać. Ku mojej radości znalazłam jednak odbiorców J I bardzo Wam wszystkim dziękuję! Za wasze komentarze, opinie, polubienia na FB. Daliście mi ogromnego kopa, aby dokończyć tę historię. Dziękuję każdemu, który czytał a szczególnie tym którzy komentowali i motywowali mnie do dalszego pisania. Niektórych miałam przyjemność trochę lepiej poznać (Olcia, Zuzia, Wiktoria – dzięki dziewczyny!!) a innych nawet poznać osobiście – Gumisiu :-*
Nie sposób wymienić Was wszystkich…. DZIĘKUJĘ <3 Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby z racji ostatniego rozdziału, KAŻDY  kto czytał zostawił po sobie choć po jednym zdaniu….

Życzę wszystkim udanego lata…

Będzie mi brakować tych piątków…. 
ale nic nie trwa wiecznie (no chyba, że Moda na Sukces :-D)

piątek, 17 czerwca 2016

#32

Co dalej? W plątaninie myśli nie znajdowałam odpowiedzi na to natarczywe pytanie, które tłukło się po mojej głowie. Weszłam cicho do mieszkania Tomka. Zastałam go w salonie. Na jego widok poczułam wyrzuty sumienia. Spędziłam noc w mieszkaniu byłego i nawet nie zadzwoniłam, żeby się nie martwił! Mogłam sobie łatwo wyobrazić, co sobie myślał.

– Wróciłam – powiedziałam cicho, stając na środku pomieszczenia.

– Do kogo? – spytał poważnie, robiąc kilka kroków w moją stronę.

– Do ciebie – odpowiedziałam.

Popatrzył na mnie smutno. Podniósł rękę i pogłaskał mój policzek.

– Maleńka, nie możesz do mnie wrócić. My nigdy tak naprawdę nie byliśmy razem. Boisz się mnie zranić i przez to ranisz teraz siebie, bo to z nim powinnaś i chcesz być. Nie przejmuj się mną, poradzę sobie.

– Poczułam coś do ciebie – powiedziałam, zgodnie z prawdą. Nie spodziewałam się po nim takich słów. Zrobiło mi się go strasznie żal.

– Wiem, kochanie, ale to nie jest miłość, prawda? Myślałem, że nam się uda, bardzo tego chciałem, ale to z góry nastawione było na porażkę. Chciałaś przy mnie o nim zapomnieć. Nigdy nie przestałaś go kochać. A ja nigdy nie powinienem mu cię odbijać. Zrozumiałem to gdy zobaczyłem, jak na niego patrzysz. To nadal w tobie żyje. Ja nigdy nie będę nim. Jestem tylko jego cieniem i nigdy mu nie dorównam w twoich oczach. To jest prawdziwa miłość i nie odrzucaj jej dla mnie.

Poczułam spływające łzy. Dlaczego do cholery same się pojawiały i nie potrafiłam nad nimi zapanować? Myśli w głowie skrystalizowały mi się w jedną całość. Już wiedziałam czego chcę! To co powiedział Tomek było całkowitą prawdą. Uparcie nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli. Bałam się kolejnej porażki tak bardzo, że przestałam słuchać głosu swojego serca. Mój przyjaciel, jak zwykle mnie rozgryzł. Nie potrafiłam nazwać uczuć względem niego, bo tak naprawdę kochałam cały czas Wojtka! Zraniona i dumna nie chciałam jednak się do tego przyznać sama przed sobą.

– Przepraszam – wyłkałam.

Tomson otoczył mnie ramieniem i pocałował w skroń.

– Nie przepraszaj! Dałaś mi dużo więcej niż się spodziewałem. Dziękuję ci za tych kilka cudownych tygodni. Choć tak naprawdę nigdy nie powinny się zdarzyć. To ja przepraszam, że nie byłem z tobą szczery. Powinienem był powiedzieć ci od razu. Zamiast tego zauważyłem szansę dla siebie i bezwzględnie ją wykorzystałem. Jestem pieprzonym egoistą. Zawsze należałaś do niego, a ja chciałem mu cię ukraść. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda wam się wszystko odbudować. A teraz przestań się mazać. Zawiozę cię do niego – powiedział i odsunął się ode mnie na długość ramion.  – Już cię spakowałem. Zostawiłem sobie tylko na pamiątkę tę twoją seksowną koszulkę do biegania. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz – powiedział i uśmiechnął się od ucha do ucha tak, jak lubiłam najbardziej. Tak po prostu jednym zdaniem rozładował całe napięcie.

– Ona wcale nie jest seksowna! – odpowiedziałam, uśmiechając się przez łzy.

Stanęłam przed drzwiami Wojtka z mocno bijącym sercem. Niepewność tego, co czekało na mnie w środku była przerażająca. Z drugiej jednak strony już nie wyobrażałam sobie innej opcji. Tak, mój ukochany miał wady, ale ja również je miałam. Zdawałam sobie sprawę, że czeka nas wyzwanie, aby odbudować wzajemne zaufanie. Byłam jednak gotowa wszystko mu wybaczyć i zapomnieć. Oprócz naszych słabości między nami pozostała najważniejsza rzecz – miłość. Choć w nerwach i toku nieporozumień zdarzało nam się o niej zapominać. Ona jednak o nas nie zapomniała. Przeznaczenie znów połączyło nasze drogi, miałam nadzieję, że tym razem już na zawsze. Kochałam go i chciałam z nim być. Być może właśnie wbijałam sobie nóż prosto w serce, ale ktoś kiedyś nie bez kozery powiedział, że miłość jest ślepa. Tomek oznaczał bezpieczną stabilizację, przy nim wszystko było proste i poukładane. Jednak to do Wojtka od początku czułam przyciąganie. Mimo wszystko lgnęłam do niego, jak ćma do ognia, choć już raz się sparzyłam. Życie przy nim dawało mi mnóstwo radości, świat nabierał wtedy zupełnie innych kolorów i barw. To była mieszanka uczuć, emocji, pożądania i namiętności, której nie zaznałam nigdy wcześniej.

Otworzyłam cicho drzwi i na paluszkach weszłam do środka. Z salonu usłyszałam ciche dźwięki gitary. Zastałam go pochylonego nad instrumentem. Natychmiast rozpoznałam melodię, którą grał. Śpiewał cicho i bardzo smutno. Nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności, więc zaczęłam nucić razem z nim.

I got love on my fingers, lust on my tongue. You say you got nothing, so come out and get some.

Zaskoczony podniósł głowę, gdy tylko usłyszał mój głos. Przewiercał mnie spojrzeniem wyrażającym mnóstwo emocji. Radość, niepewność i ból mieszały się razem w jego niebieskich oczach. Poczułam, jak serce ściska mi się w piersi. Tak bardzo za nim tęskniłam. Uśmiechnęłam się, chcąc dać mu do zrozumienia, po co wróciłam. To pytanie miał wypisane na twarzy. Odłożył gitarę i podchodząc do mnie szybkim krokiem zanucił dalszą część piosenki:

Heartache to heartache, I'm your wolf, I'm your man.

Tak, chciałam by był moim mężczyzną, pragnęłam tego najbardziej na świecie. Pozwoliłam mu złapać się w pasie i unieść. Zakręcił mną i stawiając na ziemi żarliwie wpił się w moje usta.

– Tak bardzo cię przepraszam! Już nigdy nie pozwolę ci odejść – szeptał pomiędzy pocałunkami.

Wszystkie wyznania i obietnice, były jednak niczym przy tym, co zrobił później.

W pewnym momencie, uklęknął i obłapiając mnie rękami w pasie, przytulił głowę do mojego brzucha.

– Tak bardzo żałuję, że ta kruszynka postanowiła nas opuścić. W tym brzuszku rosło moje dziecko. Nigdy sobie nie wybaczę tego, jak cię wtedy potraktowałem. Nie mogę przestać o tym myśleć. Gdybym nie był takim kretynem, może ono by dzisiaj żyło. Byłbym tatusiem a ty mamusią.

Głaskałam go po głowie czując, jak łzy ściekają mi do gardła.

– Nie obwiniaj się! Nie chcę byś nosił w sobie takie brzemię. Stało się i już się nie odstanie. Nigdy cię za to nie winiłam – powiedziałam drżącym głosem.

Spojrzał na mnie oczami pełnymi łez. Czułam jego żal i smutek. Starłam łzę którą uronił. Chciałam zabrać od niego wszystkie troski. Scałować je z jego twarzy. Chciałam uchronić go przed tym bólem.

Przez kolejne tygodnie staraliśmy się nadrobić stracony czas. Praktycznie się nie rozstawaliśmy, nie licząc wyjazdów Wojtka na koncerty. Nie chciałam brać w nich udziału ze względu na Tomka. Poza tym spędzaliśmy długie godziny na rozmowach i żartach. Wyjaśniliśmy sobie wszystkie nieporozumienia, które nas poróżniły i wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość.

Wojtek miał swoje obowiązki. Szykowała się kolejna branżowa impreza. Już nie byłam asystentką Adama, nie łączyła mnie żadna umowa z wytwórnią, mogliśmy pierwszy raz pojawić się publicznie jako para. Czułam ogromny stres w związku z tą sytuacją. Żołądek od rana miałam ściśnięty niczym precel. Sytuację pogarszał fakt, że przyjechałam tylko z jedną walizką ubrań i nie miałam, co na siebie włożyć. Wojtek słysząc moje biadolenie wzniósł oczy ku niebu i powiedział, że wszystko załatwi. Godzinę później ku mojemu zaskoczeniu w mieszkaniu zjawiła się Asia z naręczem ciuchów wraz ze swoją świtą wizażystek i fryzjerów. To co się działo było absolutną przesadą, w końcu to nie była jakaś szczególnie ważna impreza. Dla mnie jednak miała symboliczne znaczenie i chciałam prezentować się u jego boku nieskazitelnie i pięknie. Cztery godziny później efekt końcowy przeszedł jednak moje najśmielsze oczekiwania. Dziewczyny wykonały naprawdę świetną robotę. Zadowolona z efektu nie mogłam przestać oglądać się w lustrze.

– Makijaż jest wodoodporny, gdybyś zechciała się rozpłakać – powiedziała mi Asia, żegnając się ze mną.

– Kochanie, dzisiaj mam zamiar tylko się uśmiechać. Dziękuję jeszcze raz za wszystko – powiedziałam przytulając ją.

– To się jeszcze okaże – mrugnęła do mnie. – Wojtek ma dla ciebie niespodziankę. Daj mi chwilę żebym zdążyła wyjść i idź do salonu.

Spojrzałam na nią zaciekawiona, ale ona cmoknęła mnie w policzek i szybko wyszła, nie zdradzając mi nic więcej. Spojrzałam w lustro ostatni raz, wzięłam dwa głębokie wdechy i zaciekawiona poszłam do salonu. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Światła były zgaszone a pomieszczenie rozświetlały świeczki poustawiane dosłownie wszędzie gdzie się dało. W powietrzu unosił się przyjemny zapach wanilii i róż, których ogromny bukiet stał w wazonie na stoliku. Z głośników sączyła się cicho jakaś piękna melodia, której nie rozpoznawałam. Z zaskoczeniem przyglądałam się tej aranżacji. Kiedy on zdążył to wszystko przygotować? I po co? Rozglądając się w około usłyszałam, jak drzwi się otwierają i po chwili ujrzałam Wojtka. Ucieleśnienie wszystkich moich marzeń i snów. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i krawat. Prezentował się fantastycznie, na chwilę zaniemówiłam z wrażenia. Był tak przystojny i seksowny, że w głowie natychmiast pojawiły mi się pełne pożądania myśli. Przygryzłam wargę i pomyślałam, że cały wysiłek Asi pójdzie na marne, bo zamierzałam natychmiast zaciągnąć go do sypialni. Wojtek podszedł powoli, uśmiechając się cały czas pod nosem. Lustrował mnie spojrzeniem i widziałam w jego oczach, jak bardzo podobał mu się mój wygląd. Uśmiechnęłam się kusząco i unosząc na palcach sięgnęłam do jego ust. Pocałował mnie delikatnie, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę. Opadłam na pięty nieco zawiedziona. On jednak zrobił coś od czego zakręciło mi się w głowie, a serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Złapał moją rękę i uklęknął przede mną na jedno kolano. Z kieszeni wyciągnął czerwone pudełeczko i otworzył je, w środku był pierścionek. Spojrzałam na niego zaskoczona i oniemiała. Wlepił we mnie swoje magnetyczne spojrzenie i powiedział:

– Julio, moja najdroższa. Uwielbiam to, jak patrzysz na mnie gdy tylko się obudzisz. Kocham w tobie to, jak promiennie się uśmiechasz, jak śmiesznie marszczysz nos, gdy się na mnie dąsasz. Czekałem na ciebie całe życie. Jesteś idealną kompozycją piękna, inteligencji, humoru i dobra.  Przy tobie staję się lepszy. Chcę każdym swoim czynem i słowem wyrażać to, jak bardzo cię kocham. Pragnę mieć cię przy sobie już zawsze. Chcę mieć z tobą dzieci i z tobą się zestarzeć. Chcę budzić się i zasypiać przy tobie, poznawać z tobą świat i dzielić wszystkie radości i smutki. Jestem zakochany i jednocześnie przerażony, że znów cię stracę. Dlatego nie chcę ryzykować ani chwili dłużej. Wyjdziesz za mnie?

– Tak – odpowiedziałam drżącym głosem. Nie wahałam się ani chwili.

Wojtek nałożył mi na palec pierścionek i zakręcił mną kilka razy w powietrzu. Byłam w takim szoku, że nie potrafiłam nic powiedzieć. Szczęście i euforia mąciły mi w głowie. Absolutnie nie spodziewałam się tego!

– A teraz chodź, zabawę czas zacząć! – powiedział Wojtek wypuszczając mnie w końcu z objęć.

Dotarliśmy na imprezę w szampańskich nastrojach. Nie mogłam napatrzeć się na pierścionek – symbol naszej miłości i przyszłego wspólnego życia. Uśmiech nie schodził mi z ust. Narzeczony – powtarzałam sobie to słowo w głowie, bo jeszcze nie do końca mogłam w to uwierzyć. Przypatrywałam się z boku, jak Wojtek pozuje na „ściance”. Szalenie przystojny, seksowny, wyluzowany, uśmiechnięty i tylko mój! Nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu będę mogła zedrzeć z niego ciuchy. Nagle wykonał gest w kierunku fotografów, mówiący że za chwilę wraca i podszedł prosto do mnie. Złapał moją rękę i bez słowa pociągnął za sobą.

– Co robisz? – spytałam przerażona, gdy zorientowałam się, że wraca na swoją poprzednią pozycję, prosto przed obiektywy aparatów. Wśród paparazzi rozległo się nagle jakieś poruszenie. Wszyscy skierowali swoją uwagę na nas. Wojtek z zadowoloną miną przyciągnął mnie demonstracyjnie do siebie, obejmując w pasie. Wpatrywałam się w niego lekko przerażona. Owszem, mieliśmy pokazać się razem, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Jakby tego było mało mój narzeczony niczym nieskrępowany pocałował mnie. Nie było to tylko lekkie muśnięcie ust, tylko pełen namiętności pocałunek, w którym zatraciłam się zupełnie.

– Kocham cię! Niech wszyscy to zobaczą. Liczysz się tylko ty. Jesteś dla mnie najważniejsza – wyszeptał mi do ucha.

Mało nie zemdlałam. Flesze aparatów rozbłysły niczym błyskawice na niebie. Wiedziałam, że jutro wszędzie ukaże się zdjęcie z naszego publicznego okazania czułości. Wszystkie fanki dowiedzą się, że oto ich ukochany idol już nie jest singlem. Całując mnie dosadnie pokazał to, co nas łączy. Nie pozostawił miejsca na żadne spekulacje, zrobił to specjalnie i z premedytacją. Choć wiedziałam, że od tej chwili przestanę być anonimową dziewczyną w głębi duszy cieszyłam się, jak wariatka. Kochał mnie! Naprawdę mnie kochał! Był wstanie dla mnie zrezygnować ze swojego wizerunku amanta. Udowodnił swoim czynem, że zależy mu tylko na mnie. Poczułam zawroty w głowie. Serce waliło mi, jak po przebiegniętym maratonie. Najszczęśliwszy dzień mojego życia!

Nie mogliśmy opędzić się od tłumu ciekawskich. Staliśmy się atrakcją wieczoru. Wojtek dosłownie pękał z dumy i nie wypuszczał mnie z objęć. Bez przerwy zaczepiali nas dziennikarze, pytając o nasze sprawy sercowe. Na szczęście mój narzeczony odmawiał w większości komentarza. Zwykle rzucał jakimś tekstem typu: „miłość kwitnie”. Zgadzałam się z nim w całej rozciągłości, już i tak dostali niezłą pożywkę. Nie chciałam robić z naszej prywatności publicznej sensacji, choć mleko już i tak się rozlało. Jak na jeden wieczór wrażeń miałam aż nad to, jednak Wojtek miał coś jeszcze w zanadrzu.

Wpakowaliśmy się do taksówki. Sądziłam, że wracamy do domu, jednak Wojtek podał kierowcy zupełnie inny adres.

– Gdzie jedziemy? – spytałam zaciekawiona.

– Cierpliwości pani Łozowska! – odpowiedział, uśmiechając się szelmowsko.

– Jak mnie nazwałeś?

– Pani Julia wkrótce Łozowska!

Ważyłam w głowie swoje przyszłe nazwisko i podobało mi się to uczucie.

– Panie Wojtku wkrótce nagi Łozowski, powiedz gdzie jedziemy? – dopytywałam.

– Wróćmy lepiej do tego, gdy mówiłaś coś o nagości – powiedział i przejechał palcem po moim obojczyku. Doskonale wiedział, że to jedno z moich wrażliwych miejsc erogennych. Zadrżałam mimowolnie. Złapałam za jego krawat i przyciągnęłam do siebie, składając na jego ustach namiętny pocałunek.

Taksówkarz zatrzymał się przed jakąś restauracją. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam niepewnie na Wojtka. W oknach nie paliło się żadne światło.

– Chyba zamknięte – powiedziałam.

– Choć, sprawdzimy – powiedział niezrażony.

Złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku drzwi wejściowych, które okazały się być otwarte. Wojtek nie puszczając mojej dłoni pewnie wszedł do środka. Lekko skonsternowana dreptałam za nim. Nagle zatrzymał się i przyciągnął mnie do siebie. Rozbłysło światło i usłyszałam chóralny okrzyk: „niespodzianka”. Zamrugałam szybko oślepiona. Restaurację wypełniali nasi wspólni znajomi. Zaskoczona otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć jednak zabrakło mi słów. Rozpłakałam się wzruszona, gdy przed szereg wyszli moi rodzice i mama Wojtka. Absolutnie nie spodziewałam się tego. Zachodziłam w głowę kiedy on zdążył to wszystko zaplanować i przygotować. Wszyscy składali nam gratulacje i życzenia. Atmosfera była niesamowita. Czułam się pępkiem wszechświata, szczęśliwa u boku przyszłego wyśnionego męża. Nasze mamy przypadły sobie do gustu, z łezką w oku słuchałam, jak rozmawiają i planują ślub, wypytując, co chwilę o moje zdanie. Atmosfera była niesamowita. Czułam się jakby to już było nasze wesele. Choć brakowało kilku osób. Impreza rozkręciła się już na maksa, ktoś nawet zaczął tańczyć zbytnio podchmielony alkoholem. Wtulona w Wojtka śmiałam się właśnie z jakiegoś żartu Lajana, gdy zobaczyłam Tomsona. Wszedł do środka i rozglądał się niepewnie. Nie widziałam go od dawna. Serce lekko mi piknęło na jego widok. Nie chciałam go ranić, moje uczucia do niego były jednak zupełnie inne niż te którymi darzyłam Wojtka. Żałowałam, że tak się wszystko skończyło, chciałam dla niego jak najlepiej, jednak nie mogłam dać mu siebie. Nie mogłam mieć ich obu jednocześnie. Brakowało mi go bardzo, naszych wspólnych rozmów i żartów. Zdawałam sobie jednak sprawę, że utrzymywanie z nim kontaktu nie wchodzi w grę.

– Zaprosiłeś Tomka? – spytałam na ucho mojego narzeczonego.

– Tak, ale nie martw się nie z powodu tego, żeby mu dowalić moim szczęściem. W prawdzie nie do końca rozumiem łączące was relacje, ale wiem, że jest dla ciebie ważny. Pomyślałem, że się ucieszysz – odpowiedział.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Zdumiała mnie jego wyrozumiałość. Wiedziałam, że nie było to dla niego łatwe, tym bardziej doceniałam jego starania.

– Pogodziliście się? – spytałam.

– Jeszcze nie – odpowiedział. – Porozmawiam z nim teraz.

Pocałował mnie i odszedł w kierunku Tomka. Widziałam, jak mój przyjaciel zaskoczony podaje mu rękę i razem wychodzą na zewnątrz. Denerwowałam się bardzo. Chciałam aby spróbowali się jakoś dogadać. Dla dobra zespołu ich relacje powinny wrócić na dobre tory.
Siedziałam, jak na szpilkach czekając, aż wrócą. Nie było ich już z pół godziny. Podjęłam decyzję, że pójdę sprawdzić, jak się sprawy mają, gdy w końcu zobaczyłam, jak wchodzą do środka. Wojtek, jak zawsze przybrał pokerową minę, niezdradzającą żadnych emocji. Tomek za to z wielkim uśmiechem na ustach podszedł prosto do mnie.

– Gratuluję, Maleńka! – powiedział, uśmiechając się szczerze.

– Tomek, ja… – ucięłam w połowie, bo nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Miałam plątaninę myśli w głowie, a w sercu szereg emocji z którymi nie potrafiłam sobie poradzić.

– Maleńka, ja też tęsknię, ale w obliczu tego, że postanowiłaś wyjść za kogoś innego myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie nie afiszowanie się z naszymi uczuciami – powiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu, mrugając jednym okiem.

Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Tylko on mógł żartować z tego wszystkiego w taki sposób. Choć teraz pewnie już do końca życia będę się zastanawiać, czy to żarty czy szczera prawda.

– Jak miedzy wami? – spytałam.

– Mamy progres! Wysłuchał mnie, nie obił pyska i nawet wspaniałomyślnie pozwolił porozmawiać z tobą. Myślę, że czeka nas raczej szorstka przyjaźń w najbliższym czasie, ale lepsze to niż nic.


Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo podszedł do nas Wojtek. Kątem oka widziałam, jak przygląda się nam podczas rozmowy. Choć jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, wiedziałam ile go to kosztuje. Wtuliłam się w niego, uśmiechając się. Tomek pogratulował nam ponownie, pożegnał się i wyszedł.
***********************************************************
Kochani coś moja niespodzianka, chyba nie przypadła Wam do gustu... Mało komentarzy.... Smutnam....
No cóż....
Co do dzisiejszego rozdziału. Przepraszam team Tomeczka, niestety nie mogłam wszystkich zadowolić :-( choć starałam się bardzo... wybaczcie...
Team Wozza zadowolony?
No i co dalej??? Spodziewajcie się niespodziewanego ;-)
Pozdrawiam...

wtorek, 14 czerwca 2016

#31,5

Wozzo

Powiew zatrzaskiwanych drzwi zdmuchnął maleńką iskierkę nadziei, która zrodziła się kilka sekund wcześniej, gdy oddała mi pocałunek. Odeszła! No oczywiście, że odeszła! Po tym wszystkim, jak ją potraktowałem i tak zdziwiłem się, że zechciała ze mną porozmawiać. Strapiony poczłapałem do kuchni i wyciągnąłem z lodówki butelkę. Ręka mi zadrżała gdy nalewałem alkohol do szklanki. Zapach tak mnie odrzucił, że wylałem całą zawartość do zlewu. Człowieku weź się w garść – powiedziałem na głos, sam do siebie. Gdy ją zobaczyłem w tym klubie po tak długim czasie wszystko we mnie odżyło. Oczywiście musiałem kolejny raz zachować się, jak idiota. Normalnie straciłem panowanie nad sobą, gdy zobaczyłem ich razem. Przez cały czas gdy myślałem, że ukrywają się przede mną wmawiałem sobie, że nic mnie to nie obchodzi. Było jednak wręcz odwrotnie. Oczywiście z całych sił starałem się zagłuszać te uczucia. Rzuciłem się w wir imprez i przygód na jedną noc, choć doskonale zdawałem sobie sprawę, że to dno i nic takim zachowaniem nie osiągnę. Alkoholem mogłem się ogłuszyć jedynie na chwilę, by choć na moment wyłączyć myślenie. Zawsze potem przychodził trzeźwy świt i cały bezsens własnych decyzji dopadał mnie ze zdwojoną siłą. Gdybym tylko wszystkiego nie spieprzył. Julia miała rację, nie potrafiliśmy rozmawiać. Dlaczego zrozumiałem to tak późno? Tomson i reszta oczywiście próbowali mnie przekonać, ale to przecież ja i mój uparty charakter. Nie miałem wtedy ochoty ich słuchać. W końcu jednak zrozumiałem, że się myliłem, ale nawet wtedy cholerna męska duma nie pozwalała mi się przyznać do błędów. Wszystko przeze mnie. To ja się od niej oddaliłem, ja stwarzałem okazje, które Tomek bezwzględnie wykorzystywał. Mój przyjaciel! Miałem do niego ogromny żal. Mimo wszystko, pomimo tego, że nawaliłem nie powinien! Przecież kumplowi nie odbija się dziewczyny! Nie mogłem znieść myśli, że są razem! W głowie rozbrzmiewało mi jeszcze echo rozmowy z Adamem. Przyszedł wczoraj do mnie.

– Człowieku co ty robisz ze swoim życiem? – spytał od progu widząc w jakim stanie się znajduję, byłem kompletnie pijany.

– O co ci chodzi? – odburknąłem zły. Nie miałem ochoty na jego kazania. – Z resztą nie twoja sprawa!

– Moja jeśli zawalasz interes zespołu! Godzinę temu miałeś udzielić wywiadu! – powiedział z naganą.

– Zapomniałem! – powiedziałem niewzruszony.

– Jako menager nie mogę pozwolić na takie zachowanie! Stary ogarnij się! Ona odeszła, musisz się z tym pogodzić. Musisz żyć dalej i pozwolić jej być szczęśliwą! Przestań wszystko rozpamiętywać i idź dalej.

– Nie masz o tym pojęcia! – syknąłem wściekły.

– Być może, ale nie mogę patrzeć, jak marnujesz to, na co pracowałeś ostatnie lata. Przemyśl to sobie wszystko jeszcze raz i porządnie! – powiedział i wyszedł.


Zdenerwowałem się tą rozmową! Miał oczywiście cholerną rację! Zawalałem terminy, nie chodziłem na próby. Zdarzyło mi się nawet zagrać koncert pod wpływem alkoholu. Wszystko przez to, że ją straciłem. Po tej rozmowie wsiadłem w taksówkę i pojechałem do Tomsona. Powinienem zrobić to już dawno, ale najwyraźniej musiałem dojrzeć do tej decyzji. A dojrzewałem bardzo długo… za długo. Chciałem usłyszeć wszystko u źródła, choć już od jakiegoś czasu znałem prawdę, tylko nie potrafiłem się do tego przyznać. Była tam! Mogłem się tego spodziewać jednak jej widok mnie zaskoczył. Gdy rano zobaczyłem ją śpiącą na kanapie mało mi serce nie pękło z żalu. Straciłem kobietę, która była dla mnie wszystkim! Mimo, że kochałem ją całym sercem, wiedziałem, że rany, które jej zadałem były zbyt głębokie, aby mi wybaczyła. Na wszystko było już za późno. Dystans jaki zrodził się między nami był nie do przejścia. Siedziała na mojej kanapie tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Byliśmy już w zupełnie innym miejscu niż kilka miesięcy temu. Kolejny raz wylewała przeze mnie łzy. Nie chciałem, żeby płakała. Patrząc na nią zrozumiałem, że pragnę aby była szczęśliwa. Jeśli znalazła spokój u jego boku to jakoś powinienem się z tym pogodzić. Słowa prawie stanęły mi w gardle, gdy mówiłem jej, że nie powinna się mną przejmować. Logika podpowiadała mi, że tak powinienem postąpić. To była jedyna słuszna decyzja. Jednak gdy zobaczyłem, jak kolejny raz odchodzi z mojego życia, nie wytrzymałem. Pragnąłem jej dla siebie! Po prostu musiałem jej powiedzieć, co czuję. Tak bardzo za nią tęskniłem. Wlałem w ten pocałunek wszystkie swoje emocje i uczucia. Gdy była w moich ramionach wszystko znowu miało jakiś sens. Bez niej moje życie było niczym. Ale odeszła i wiedziałem, że muszę jej na to pozwolić. Złapałem za gitarę i zacząłem grać.

************************************************
Niespodzianka!!!! ;-D
Nie planowałam tego tekstu, powstał pod wpływem jednego z komentarzy. Jedna z was zastanawiała się, co myśli sobie Wojtek.... ja też zaczęłam się zastanawiać i BANG. Postanowiłam wrzucić ten tekst dzisiaj... miałam mało czasu, więc nie do końca jestem zadowolona, ale czas ucieka.... A jakie są wasze opinie?