Przez kilka kolejnych dni praktycznie
nie wychodziłam z łóżka. Nie licząc koniecznych wyjść do toalety czy
doczłapanie do kanapy przed telewizorem. Z uwagi na fakt, nocnej eskapady po
mieście w samym podkoszulku, rozchorowałam się. Kilka dni męczyłam się z wysoką
gorączką i katarem. Mój osłabiony organizm kiepsko sobie radził! Tomek
opiekował się mną wyśmienicie. Nie chciałam go jednak zarazić, więc czas
spędzałam zwykle w sypialni, udając, że śpię, w przeciwnym razie byłby skłonny
mi towarzyszyć. Poniekąd byłam przyzwyczajona do samotności, co nie oznaczało,
że ją zaakceptowałam. Tak było jednak lepiej. Dla niego i dla mnie. Wojtek
dzwonił codziennie, ale za każdym razem rozmawiał jedynie z Tomkiem. Nie miałam
ochoty z nim konwersować, jednak bolało to, że nawet nie próbował się ze mną
porozumieć, ale to był cały on.
Nastrój miałam zmienny niczym
chorągiewka na wietrze. Godzinami potrafiłam wypłakiwać sobie oczy z żalu, by
zaraz potem popaść w histeryczny śmiech z byle powodu. Przeklinałam Wojtka z
wściekłością, obwiniałam o wszystko by za chwilę mówić, że nie potrafię bez
niego żyć. I tak w kółko. Zastanawiałam się czy to już nie przypadkiem początki
jakiejś schizofrenii. Problemy z psychiką, niestabilność emocjonalna,
traumatyczne przeżycia – to wszystko było idealnym podłożem do zaklasyfikowania
mnie jako czubka. Poza tym odczuwałam wielki lęk przed wyjściem z mieszkania.
Świat na zewnątrz mnie przerażał. Oczekiwał poważnych decyzji i stanowczego
działania. Nie miałam na to siły i nie wiedziałam, czy jeszcze potrafię
normalnie żyć i stawić czoła rzeczywistości. Nie zostało mi nic, musiałabym
wszystko poskładać od nowa. A jak miałam to zrobić, skoro przy najprostszych i
prozaicznych czynnościach potrafiłam wybuchać płaczem? W jednej sekundzie wydawało
się, że wszystko jest w porządku a w drugiej zalewałam się łzami. Nie radziłam
sobie w emocjami, które szarpały mnie od środka.
Gdy po kilku dniach w końcu
wyzdrowiałam na ciele, bo na umyśle raczej nie, Tomek sprawił mi wielką radość.
Wiedziałam, że się martwi, robił co mógł aby poprawić mi nastrój. Czasami mu
się udawało, a czasami po prostu mnie przytulał i pozwalał moim łzom wsiąkać w
koszulkę. Pewnego dnia powiedział, że musi gdzieś na chwilę wyskoczyć. Wrócił
po półgodzinie jak zarejestrowałam. Leżałam w sypialni zakopana pod kołdrą i
rozmyślałam jak zwykle o bezsensie egzystencji. Gdy drzwi się uchyliły w progu
jednak nie zobaczyłam Tomka.
– Mamusiu? – usłyszałam słodki głosik
Mai.
Natychmiast się poderwałam i usiadłam.
– Córeczko – powiedziałam i
rozłożyłam ramiona, w które mała wpadła, wspiąwszy się nieporadnie na łóżko.
Przytuliłam jej małe ciałko i poczułam znajomy słony smak na ustach.
– Nie płacz! Wszystko będzie dobrze!
– powiedziała przyglądając mi się badawczo.
Otarłam łzy i uśmiechnęłam się
najszerzej jak potrafiłam.
– Wiem, kochanie. Mamusia przez
chwilę źle się czuła, ale masz rację, od teraz wszystko już będzie dobrze.
Tak właśnie poczułam. Słowa
wypowiadane przez córkę dały mi ukojenie, mimo, że nie było to nic odkrywczego.
Maja była światełkiem, latarnią prowadzącą mnie do portu po długiej podróży na
wzburzonym oceanie. To ona była sensem mojego życia! Czymś najlepszym co mnie
spotkało. Dla niej chciałam poskładać się do kupy. Przez chwilę samolubnie użalałam
się nad sobą zapominając o najważniejszym. Byłam matką! Nikt nie mógł mi tego
zabrać! To było moje dziecko! Moja miłość!
– Tatuś mówił, że jesteś chora –
powiedziała.
– Byłam, już mi lepiej – powiedziałam
przytulając ją do siebie i wdychając jej piękny, dziecięcy zapach. Uśmiechałam
się sama do siebie i po raz pierwszy od kilku dni nie czułam wewnątrz dygotania
i niepokoju. Zrozumiałam, że to Maja jest moim lekarstwem.
Spędziłyśmy razem cały dzień, pełen
śmiechu i wspólnych zabaw. Maja okazała się taka zabawna. Mimo, że przypominała
z wyglądu mnie, charakter odziedziczyła po ojcu. Z łatwością rozpoznawałam
miny, które musiała podpatrzeć u niego. Styl i ton wypowiedzi również
zawdzięczała jemu. Mimo, że byłyśmy odseparowane przez tak długi czas, nie
złamało to naszych więzi. Czułam całą sobą, że jestem połączona z tą małą
osóbką. Wspólny czas tak szybko płynął, że ani się nie obejrzałam a był już
wieczór. Po długich pożegnaniach Tomek w końcu zdołał wpakować małą do auta.
Obiecałam jej oczywiście, że zobaczymy się niedługo.
Gdy odjechali serce mi się krajało z
żalu. Tak wiele straciłam. Nie dane mi było patrzeć jak rośnie, jak stawia
pierwsze kroki i wypowiada pierwsze słowa. Te bezcenne chwile działy się bez
mojego udziału. Nie mogłam cofnąć czasu, ani tego nadrobić, bo to nie było
możliwe. Mogłam jedynie dać jej siebie i swoją miłość. Musiałam coś zrobić ze
swoim życiem, zapewnić jej opiekę i dom. Bolało to, że musiałam „oddać” ją
Wojtkowi. Świadomość tego, że będziemy musieli się nią dzielić napawała
smutkiem. Nie dane nam było stworzyć normalnej, kochającej rodziny. Najbardziej
jednak wkurzał mnie fakt, że nie miałam na to wpływu. Jacek odebrał mi życie,
zniszczył psychicznie by na koniec wrzucić do teraźniejszości, która nie była
już taka sama. Wszystko się zmieniło i nie potrafiłam tego zaakceptować.
Usłyszałam dźwięk przekręcanego w
zamku klucza. Czyżby Tomek czegoś zapomniał? Wysli dosłownie pięć minut temu.
– Tomuś? – zawołałam, gdy usłyszałam
skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Odpowiedziała mi cisza. Zaniepokojona
zerwałam się z kanapy i pobiegłam do przedpokoju. Z kluczami w ręku stała tam
niska, blondynka w okularach. Lustrowała mnie zaskoczonym spojrzeniem.
– Jesteś Julia, prawda? – spytała po
chwili. Miała ciepły, delikatny głos.
– Tak. A ty? – spytałam zbita z
tropu, pewna, że nigdy wcześniej jej nie widziałam.
– Natalia, dziewczyna Tomka –
powiedziała podając mi swoją dłoń. – Dużo o tobie słyszałam.
– Tak? – odpowiedziałam niezbyt
inteligentnie. Niestety nie mogłam zapewnić jej o tym samym. Dlaczego nic mi o
niej nie powiedział? Zwariować z nimi można! Wojtek przyznał się skruszony
prawie od razu, a ten dla odmiany przemilczał sprawę! Różnica jednak polegała
na tym, że Tomson miał święte prawo sobie kogoś znaleźć. – Tomek powinien za
chwilę wrócić – powiedziałam.
– Zaczekam – powiedziała i minąwszy
mnie weszła do salonu.
Nie wiedziałam jak się zachować.
Czułam się absolutnie nieswojo, bo dziewczyna przypatrywała mi się cały czas.
Usiadłam w końcu w fotelu jak najdalej od niej. Bawiłam się nerwowo sznurkami z
kaptura bluzy, nawet nie unosząc głowy.
– To o tobie mówią w telewizji? Ty
jesteś tą dziewczyną, którą znaleźli? – spytała nagle.
– Tak – odpowiedziałam cicho.
– Współczuję, to musiał być koszmar.
– Wybacz, nie chcę o tym rozmawiać!
Boli mnie głowa, położę się! – powiedziałam i nie czekając na jej reakcję
wyszłam do sypialni.
Serce tłukło mi się w piersi i
poczułam łzy pod powiekami. Tego się właśnie obawiałam. Pytań, które będą padać
jeśli zdecyduję się opuścić bezpieczny azyl u Tomka. Nie chciałam do tego
wracać ani rozpamiętywać. Nie chciałam też współczucia. To wszystko
przypominało mi o całym koszmarze, a ja chciałam zapomnieć! Tylko jak miałam stawić
czoła rzeczywistości jeśli dwie najbliższe mi osoby skrywały coś za moimi
plecami? Łzy płynęły po policzkach nieprzerwanym strumieniem. Dopiero odgłos
otwieranych drzwi wejściowych otrzeźwił mnie na chwilę.
– Już jestem, Maleńka! – wrzasnął
Tomek, nieświadomy tego co go czeka. Serce skurczyło mi się żalu. To do niej
tak powinien mówić, nie do mnie!
– Maleńka? Tak do niej mówisz? –
spytała chłodno Natalia.
– Co ty tutaj robisz? Miałaś wrócić
za dwa tygodnie! – odpowiedział Tomek.
– Ciebie też miło widzieć, kochanie.
– Gdzie jest Julia? – warknął
wyraźnie zły.
– W sypialni! Powiesz mi co się
dzieje? Co ona tutaj robi?
– Nie ma gdzie się podziać! Pomagam
jej!
– A dlaczego Wojtek tego nie robi?
Dlaczego ty musisz jej pomagać? – dziewczynie kończyły się już nerwy, bo
podniosła głos.
– Gdybyś spojrzała ciut dalej, niż
tylko na czubek własnego nosa to nie zadawałabyś takich głupich pytań – fuknął.
– A tobie radzę spojrzeć w głąb
swojego serca. Zastanów się kim dla niej chcesz być: przyjacielem czy kimś
więcej. Zdecyduj się i daj mi znać.
Usłyszałam jak drzwi wejściowe z
hukiem się zatrzaskują, aż podskoczyłam. Po chwili do sypialni wszedł Tomek.
Patrzył smutno, całym sobą prezentując poczucie winy.
– Przepraszam. Powinienem był ci
powiedzieć, nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. Wybacz, że musiałaś się tak dowiedzieć
– powiedział.
– Ona ma rację. Nie powinno mnie tu
być.
– Co? Nie! Absolutnie nie! Przecież
nie mogłem zostawić cię samej! – powiedział i podszedł do mnie szybkim krokiem.
Jednym ruchem podniósł mnie z łóżka i przytulił do siebie. Lubiłam jego ramiona,
nie miałam siły go odpychać. Złożyłam głowę na jego piersi.
– Jutro rano się wyniosę –
wyszeptałam przez łzy.
– Nie chcę! – zaprotestował jak
dziecko, wtulając twarz w moje włosy i wzmacniając uścisk.
– Właśnie dlatego muszę, Tomek.
Powinieneś wybrać ją! Tak będzie lepiej!
– Dla kogo? Dla mnie na pewno nie!
– Tomuś, nie zaczynajmy tego od
początku.
Złapał mój podbródek i uniósł go do
góry. Przejechał kciukiem po moich drżących wargach.
– Cały czas zastanawiam się, co by
było gdybym wtedy o ciebie zawalczył. Gdybym nie wepchnął cię powrotem w jego
ramiona.
To było dla mnie za dużo. Emocje kipiały i drżałam na
całym ciele. Zamknęłam oczy, pewna, że za chwilę zemdleję. Poczułam ruch jego
warg na ustach...
*****************************************************
No i co Wy na to????
Szczerze muszę się przyznać, że nie wiem czy za tydzień pojawi się nowy rozdział.... Od jakiegoś czasu jestem zajęta innym projektem i nie wiem czy zdążę z nowym rozdziałem... no chyba, że mnie odpowiednio zmotywujecie....