sobota, 17 grudnia 2016

II#12

Przez kilka kolejnych dni praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Nie licząc koniecznych wyjść do toalety czy doczłapanie do kanapy przed telewizorem. Z uwagi na fakt, nocnej eskapady po mieście w samym podkoszulku, rozchorowałam się. Kilka dni męczyłam się z wysoką gorączką i katarem. Mój osłabiony organizm kiepsko sobie radził! Tomek opiekował się mną wyśmienicie. Nie chciałam go jednak zarazić, więc czas spędzałam zwykle w sypialni, udając, że śpię, w przeciwnym razie byłby skłonny mi towarzyszyć. Poniekąd byłam przyzwyczajona do samotności, co nie oznaczało, że ją zaakceptowałam. Tak było jednak lepiej. Dla niego i dla mnie. Wojtek dzwonił codziennie, ale za każdym razem rozmawiał jedynie z Tomkiem. Nie miałam ochoty z nim konwersować, jednak bolało to, że nawet nie próbował się ze mną porozumieć, ale to był cały on.

Nastrój miałam zmienny niczym chorągiewka na wietrze. Godzinami potrafiłam wypłakiwać sobie oczy z żalu, by zaraz potem popaść w histeryczny śmiech z byle powodu. Przeklinałam Wojtka z wściekłością, obwiniałam o wszystko by za chwilę mówić, że nie potrafię bez niego żyć. I tak w kółko. Zastanawiałam się czy to już nie przypadkiem początki jakiejś schizofrenii. Problemy z psychiką, niestabilność emocjonalna, traumatyczne przeżycia – to wszystko było idealnym podłożem do zaklasyfikowania mnie jako czubka. Poza tym odczuwałam wielki lęk przed wyjściem z mieszkania. Świat na zewnątrz mnie przerażał. Oczekiwał poważnych decyzji i stanowczego działania. Nie miałam na to siły i nie wiedziałam, czy jeszcze potrafię normalnie żyć i stawić czoła rzeczywistości. Nie zostało mi nic, musiałabym wszystko poskładać od nowa. A jak miałam to zrobić, skoro przy najprostszych i prozaicznych czynnościach potrafiłam wybuchać płaczem? W jednej sekundzie wydawało się, że wszystko jest w porządku a w drugiej zalewałam się łzami. Nie radziłam sobie w emocjami, które szarpały mnie od środka.

Gdy po kilku dniach w końcu wyzdrowiałam na ciele, bo na umyśle raczej nie, Tomek sprawił mi wielką radość. Wiedziałam, że się martwi, robił co mógł aby poprawić mi nastrój. Czasami mu się udawało, a czasami po prostu mnie przytulał i pozwalał moim łzom wsiąkać w koszulkę. Pewnego dnia powiedział, że musi gdzieś na chwilę wyskoczyć. Wrócił po półgodzinie jak zarejestrowałam. Leżałam w sypialni zakopana pod kołdrą i rozmyślałam jak zwykle o bezsensie egzystencji. Gdy drzwi się uchyliły w progu jednak nie zobaczyłam Tomka.

– Mamusiu? – usłyszałam słodki głosik Mai.

Natychmiast się poderwałam i usiadłam.

– Córeczko – powiedziałam i rozłożyłam ramiona, w które mała wpadła, wspiąwszy się nieporadnie na łóżko. Przytuliłam jej małe ciałko i poczułam znajomy słony smak na ustach.

– Nie płacz! Wszystko będzie dobrze! – powiedziała przyglądając mi się badawczo.

Otarłam łzy i uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.

– Wiem, kochanie. Mamusia przez chwilę źle się czuła, ale masz rację, od teraz wszystko już będzie dobrze.

Tak właśnie poczułam. Słowa wypowiadane przez córkę dały mi ukojenie, mimo, że nie było to nic odkrywczego. Maja była światełkiem, latarnią prowadzącą mnie do portu po długiej podróży na wzburzonym oceanie. To ona była sensem mojego życia! Czymś najlepszym co mnie spotkało. Dla niej chciałam poskładać się do kupy. Przez chwilę samolubnie użalałam się nad sobą zapominając o najważniejszym. Byłam matką! Nikt nie mógł mi tego zabrać! To było moje dziecko! Moja miłość!

– Tatuś mówił, że jesteś chora – powiedziała.

– Byłam, już mi lepiej – powiedziałam przytulając ją do siebie i wdychając jej piękny, dziecięcy zapach. Uśmiechałam się sama do siebie i po raz pierwszy od kilku dni nie czułam wewnątrz dygotania i niepokoju. Zrozumiałam, że to Maja jest moim lekarstwem.

Spędziłyśmy razem cały dzień, pełen śmiechu i wspólnych zabaw. Maja okazała się taka zabawna. Mimo, że przypominała z wyglądu mnie, charakter odziedziczyła po ojcu. Z łatwością rozpoznawałam miny, które musiała podpatrzeć u niego. Styl i ton wypowiedzi również zawdzięczała jemu. Mimo, że byłyśmy odseparowane przez tak długi czas, nie złamało to naszych więzi. Czułam całą sobą, że jestem połączona z tą małą osóbką. Wspólny czas tak szybko płynął, że ani się nie obejrzałam a był już wieczór. Po długich pożegnaniach Tomek w końcu zdołał wpakować małą do auta. Obiecałam jej oczywiście, że zobaczymy się niedługo.

Gdy odjechali serce mi się krajało z żalu. Tak wiele straciłam. Nie dane mi było patrzeć jak rośnie, jak stawia pierwsze kroki i wypowiada pierwsze słowa. Te bezcenne chwile działy się bez mojego udziału. Nie mogłam cofnąć czasu, ani tego nadrobić, bo to nie było możliwe. Mogłam jedynie dać jej siebie i swoją miłość. Musiałam coś zrobić ze swoim życiem, zapewnić jej opiekę i dom. Bolało to, że musiałam „oddać” ją Wojtkowi. Świadomość tego, że będziemy musieli się nią dzielić napawała smutkiem. Nie dane nam było stworzyć normalnej, kochającej rodziny. Najbardziej jednak wkurzał mnie fakt, że nie miałam na to wpływu. Jacek odebrał mi życie, zniszczył psychicznie by na koniec wrzucić do teraźniejszości, która nie była już taka sama. Wszystko się zmieniło i nie potrafiłam tego zaakceptować.

Usłyszałam dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Czyżby Tomek czegoś zapomniał? Wysli dosłownie pięć minut temu.

– Tomuś? – zawołałam, gdy usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi.

Odpowiedziała mi cisza. Zaniepokojona zerwałam się z kanapy i pobiegłam do przedpokoju. Z kluczami w ręku stała tam niska, blondynka w okularach. Lustrowała mnie zaskoczonym spojrzeniem.

– Jesteś Julia, prawda? – spytała po chwili. Miała ciepły, delikatny głos.

– Tak. A ty? – spytałam zbita z tropu, pewna, że nigdy wcześniej jej nie widziałam.

– Natalia, dziewczyna Tomka – powiedziała podając mi swoją dłoń. – Dużo o tobie słyszałam.

– Tak? – odpowiedziałam niezbyt inteligentnie. Niestety nie mogłam zapewnić jej o tym samym. Dlaczego nic mi o niej nie powiedział? Zwariować z nimi można! Wojtek przyznał się skruszony prawie od razu, a ten dla odmiany przemilczał sprawę! Różnica jednak polegała na tym, że Tomson miał święte prawo sobie kogoś znaleźć. – Tomek powinien za chwilę wrócić – powiedziałam.

– Zaczekam – powiedziała i minąwszy mnie weszła do salonu.

Nie wiedziałam jak się zachować. Czułam się absolutnie nieswojo, bo dziewczyna przypatrywała mi się cały czas. Usiadłam w końcu w fotelu jak najdalej od niej. Bawiłam się nerwowo sznurkami z kaptura bluzy, nawet nie unosząc głowy.

– To o tobie mówią w telewizji? Ty jesteś tą dziewczyną, którą znaleźli? – spytała nagle.

– Tak – odpowiedziałam cicho.

– Współczuję, to musiał być koszmar.

– Wybacz, nie chcę o tym rozmawiać! Boli mnie głowa, położę się! – powiedziałam i nie czekając na jej reakcję wyszłam do sypialni.

Serce tłukło mi się w piersi i poczułam łzy pod powiekami. Tego się właśnie obawiałam. Pytań, które będą padać jeśli zdecyduję się opuścić bezpieczny azyl u Tomka. Nie chciałam do tego wracać ani rozpamiętywać. Nie chciałam też współczucia. To wszystko przypominało mi o całym koszmarze, a ja chciałam zapomnieć! Tylko jak miałam stawić czoła rzeczywistości jeśli dwie najbliższe mi osoby skrywały coś za moimi plecami? Łzy płynęły po policzkach nieprzerwanym strumieniem. Dopiero odgłos otwieranych drzwi wejściowych otrzeźwił mnie na chwilę.

– Już jestem, Maleńka! – wrzasnął Tomek, nieświadomy tego co go czeka. Serce skurczyło mi się żalu. To do niej tak powinien mówić, nie do mnie!

– Maleńka? Tak do niej mówisz? – spytała chłodno Natalia.

– Co ty tutaj robisz? Miałaś wrócić za dwa tygodnie! – odpowiedział Tomek.

– Ciebie też miło widzieć, kochanie.

– Gdzie jest Julia? – warknął wyraźnie zły.

– W sypialni! Powiesz mi co się dzieje? Co ona tutaj robi?

– Nie ma gdzie się podziać! Pomagam jej!

– A dlaczego Wojtek tego nie robi? Dlaczego ty musisz jej pomagać? – dziewczynie kończyły się już nerwy, bo podniosła głos.

– Gdybyś spojrzała ciut dalej, niż tylko na czubek własnego nosa to nie zadawałabyś takich głupich pytań – fuknął.

– A tobie radzę spojrzeć w głąb swojego serca. Zastanów się kim dla niej chcesz być: przyjacielem czy kimś więcej. Zdecyduj się i daj mi znać.

Usłyszałam jak drzwi wejściowe z hukiem się zatrzaskują, aż podskoczyłam. Po chwili do sypialni wszedł Tomek. Patrzył smutno, całym sobą prezentując poczucie winy.

– Przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć, nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem. Wybacz, że musiałaś się tak dowiedzieć – powiedział.

– Ona ma rację. Nie powinno mnie tu być.

– Co? Nie! Absolutnie nie! Przecież nie mogłem zostawić cię samej! – powiedział i podszedł do mnie szybkim krokiem. Jednym ruchem podniósł mnie z łóżka i przytulił do siebie. Lubiłam jego ramiona, nie miałam siły go odpychać. Złożyłam głowę na jego piersi.

– Jutro rano się wyniosę – wyszeptałam przez łzy.

– Nie chcę! – zaprotestował jak dziecko, wtulając twarz w moje włosy i wzmacniając uścisk.

– Właśnie dlatego muszę, Tomek. Powinieneś wybrać ją! Tak będzie lepiej!

– Dla kogo? Dla mnie na pewno nie!

– Tomuś, nie zaczynajmy tego od początku.

Złapał mój podbródek i uniósł go do góry. Przejechał kciukiem po moich drżących wargach.

– Cały czas zastanawiam się, co by było gdybym wtedy o ciebie zawalczył. Gdybym nie wepchnął cię powrotem w jego ramiona.

To było dla mnie za dużo. Emocje kipiały i drżałam na całym ciele. Zamknęłam oczy, pewna, że za chwilę zemdleję. Poczułam ruch jego warg na ustach...

*****************************************************
No i co Wy na to????
Szczerze muszę się przyznać, że nie wiem czy za tydzień pojawi się nowy rozdział.... Od jakiegoś czasu jestem zajęta innym projektem i nie wiem czy zdążę z nowym rozdziałem... no chyba, że mnie odpowiednio zmotywujecie.... 

piątek, 9 grudnia 2016

II#11

– Julia, nie waż się tego robić! – krzyknął i nim zdałam sobie sprawę z tego co się dzieje, poczułam jego ręce w pasie. Z łatwością zdjął mnie z barierki i nie wypuszczając z objęć trzymał na swoich rękach.

– Tomuś! – ucieszyłam się i z radością zarzuciłam mu ręce przez szyję, wtulając się w niego jeszcze bardziej. Zaniósł mnie do samochodu i opiekuńczo zapiął mi nawet pas bezpieczeństwa. Wnętrze auta było ciepłe, natychmiast zaczęłam się trząść z zimna. Tomek zdjął swoją bluzę i bez gadania podał mi. Okryłam się szczelnie, bo zęby zaczynały mi już dzwonić od szczękania.

– Skąd wiedziałeś? – spytałam po chwili.

– Zadzwonił do mnie! – rzucił, nawet na mnie nie spoglądając.

– Jesteś zły? – pisnęłam cichutko. Wiedziałam, że tak, wyczułam to w jego głosie.

Tomek z piskiem opon zahamował na czerwonym świetle.

– Naprawdę chciałaś to zrobić? – spytał przeszywając mnie mrocznym spojrzeniem, które potęgowała ciemność we wnętrzu samochodu.

– Nie wiem – odpowiedziałam zagryzając wargę. – Nie złość się, proszę!

Jego spojrzenie w końcu złagodniało. Złapał moje kolano i ścisnął je.

– Nie złoszczę się na ciebie, tylko na niego! Jakim cudem on puścił cię samą?

– Pokłóciliśmy się! Nie chciał odpuścić, więc powiedziałam mu coś czego obawiał się od zawsze.

– Czyli co? – dopytywał.

– Powiedziałam mu, że żałuję, iż wybrałam wtedy jego.

– Ja pierdole! – Tomek ścisnął mocno kierownicę. – I on w to uwierzył? – prawie krzyknął.

Uśmiechnęłam się smutno pod nosem. Właśnie dlatego Tomek był takim dobrym przyjacielem, bo tak dobrze mnie znał. Dlaczego Wojtek nie mógł taki być? Wiecznie musiałam się szarpać z jego brakiem zaufania, przekonywać go, że to na nim mi zależy a on i tak mi nie wierzył. Po tym wszystkim co się wydarzyło, wystarczyło jedno zdanie by go zniechęcić. Bolało to, że nawet nie spróbował zawalczyć. Zrezygnował, poddał się i co najgorsze wolał inną.

Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania, Tomek rzucił swoim radosnym głosem:

– Rozbieraj się!

– Co proszę? – spytałam zbita z tropu.

– Ściągaj te mokre łachy i szoruj do wanny. Musisz się rozgrzać – powiedział. – Chyba, że wolisz bardziej tradycyjne metody, surwiwalowe. – Uśmiechnął się przebiegle i złapał mnie w pasie, przyciągając do siebie. – Wiesz, ciało do ciała – wymruczał.

Przewróciłam oczami i uśmiechając się pod nosem odepchnęłam go lekko. Próbowałam rozpiąć jego bluzę, ale suwak się zaciął. Tomek westchnął i jednym ruchem rozpiął zamek. Trzymałam już rękę na klamce drzwi do łazienki, kiedy powiedział:

– Julia, tylko bez numerów, proszę. – Pogroził mi palcem, karcąc mnie niczym dziecko.

Weszłam do środka z uśmiechem na ustach. Napełniłam wannę gorącą wodą i z lubością się w niej zanurzyłam. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi i głos Tomka.

– Maleńka, wszystko w porządku? – spytał.

– Tak, nadal żyję – odkrzyknęłam.

– Pomóc ci umyć plecy?

– Poradzę sobie – odpowiedziałam uśmiechając się.

– Zostawiam ci pod drzwiami ubrania. Gdybyś czegoś potrzebowała, wołaj.

– Dziękuję.

Zanurzyłam głowę pod wodą. Na ustach nadal czaił się nieśmiały uśmiech i wiedziałam, że było to spowodowane obecnością Tomka. On naprawdę miał dar, odprawiania wszystkich złych demonów które wokół mnie krążyły.
Tomson

Gdy w końcu wyszła z łazienki, omal nie parsknąłem śmiechem. Wyglądała przekomicznie w moich ciuchach. Stanęła na środku salonu i rozłożyła ręce, prezentując mi się. Tłumiąc śmiech poklepałem miejsce obok siebie na kanapie. Chwilę się wahała, ale w końcu usiadła. Podałem jej kubek ciepłej herbaty z wkładką. Po pierwszym łyku skrzywiła się i spojrzała na mnie wymownie.

– Zawsze musisz mi czegoś dolewać? – spytała oskarżycielsko, ale wiedziałem, że ją to bawi.

– Pij! – nakazałem. Przechyliłem kubek i zmusiłem ją do zrobienia paru łyków.

– No i co teraz? – westchnęła bezradnie.

– Chodź tutaj – powiedziałem i rozłożyłem ramiona. Wtuliła się ufnie, obejmując mnie w pasie i podkurczając nogi na kanapie. Nadal się trzęsła z zimna. Gładziłem ją po plecach, próbując rozgrzać jej mięśnie, których praktycznie nie było. Była przeraźliwie chuda. Przypominała raczej cień samej siebie. Jedynie jej oczy pozostały takie same. Dwie czekoladowe iskierki, które niegdyś zawładnęły moim sercem. Nie mogłem uwierzyć w to co ją spotkało. Przez cały czas, byłem pewny, że nie wyjechała z własnej woli. Znałem ją! Do cholery znałem ją lepiej niż Wojtek, który musiał wszystko spierdolić. Wspierałem go jak mogłem w poszukiwaniach, które zupełnie nic nie dawały. Na szczęście w końcu się znalazła. Zastanawiałem się, dlaczego ten idiota jeszcze nie wypierdolił z domu tej blondyny. Przecież wiedziałem, że mu na niej nie zależy. Na jego miejscu, zrobiłbym wszystko aby odzyskać Julie. Tymczasem on zachowywał się dziwnie. Pewnie nie mówił mi całej prawdy! Wszystko to było totalnie pokręcone, a ona kolejny raz wylądowała w moich ramionach z jego powodu. Nie żebym miał coś przeciwko, ale dlaczego musiała tyle cierpieć? Serce mi się krajało na samą myśl tego ile musiała znieść. Boże oddałbym wszystko byleby tylko móc zapewnić jej bezpieczeństwo i spokój. Jej stan emocjonalny wydawał mi się być kruchy niczym szkło, nie chciałem powiedzieć czegoś co ją zaboli, ale do cholery musiałem ją wyrwać z tego stanu otępienia.

– Dzwonił Wojtek – powiedziałem, przełamując ciszę.

– Tak? – spytała niby od niechcenia, ale podniosła głowę. W jej spojrzeniu widziałem cień nadziei, który próbowała ukryć.

– Nie powiedziałem mu o… incydencie na moście. – Na samo wspomnienie, przeszły mnie ciarki.

– To dobrze – powiedziała.

– Martwił się o ciebie i pojechał cię szukać.

– Za późno – mruknęła i na powrót ułożyła głowę na moim tułowiu. – Wszystko się zmieniło i na wszystko jest już za późno – dodała po chwili.

– Nigdy nie jest za późno. Zawsze warto mieć nadzieje, że coś się zmieni, na lepsze.

– To tylko puste słowa, Tomuś. Puste słowa, które są bez znaczenia – powiedziała i przekręciła się, kładąc mi głowę na kolanach. Nie mogłem się oprzeć pokusie i natychmiast pogładziłem jej twarz. Wbiła we mnie swoje spojrzenie i przeszły mnie ciarki. W jej oczach nie było życia. Poczułem się jakby spojrzał na mnie żywy trup, jakby wyparowała z niej cała dusza. Tak bardzo chciałem jej pomóc, zobaczyć znów uśmiech na ustach. Po cholere w ogóle zaczynałem temat Wojtka. Do tej pory tak świetnie mi szło! Wiedziałem, że ona oczekuje ode mnie tego co zwykle: żartów. Miałem być plastrem na całe zło a tymczasem jątrzyłem ranę! Idiota!

– Tomuś, zdaje się, że jestem bezdomna. Mogę zostać u ciebie, dopóki…

– Tyle ile będziesz potrzebowała i chciała. I tyle ile będziesz potrafiła mnie znosić! Ale tylko pod jednym warunkiem!

– Jakim? – spytała uśmiechając się lekko.

– Tym razem, to ty śpisz na kanapie! – wypaliłem.

– Zgoda!

Na przypieczętowanie naszej umowy pocałowałem ją w czoło, na co ona dała mi kuksańca pod żebra.

– Tęskniłam za tobą, wariacie – wyznała po chwili.

– Ja za tobą też! – wyszczerzyłem się. – Nie rób mi już tak nigdy więcej! Gdybyś skoczyła, musiałbym skoczyć za tobą.

– Nie zrobiłbyś tego! – Popatrzyła na mnie z lekkim przerażeniem.

– Owszem, zrobiłbym! Skoczyłbym, wyciągnąłbym cię z wody a potem… – Nachyliłem się ku niej. – Potem, musiałbym ci zrobić „usta-usta”. – Niemal dotykaliśmy się nosami, nasze wargi dzieliły centymetry. Patrzyłem jak jej oczy rozszerzają się zdziwione i zaskoczone. Tyle już razy zawstydzałem ją w podobny sposób i nigdy nie miałem tego dość. Uwielbiałem jak jej policzki zachodziły czerwienią. Spodziewałem się, że mnie odepchnie, nazwie „głupkiem” i jak zwykle zacznie się śmiać. Zrobiła jednak coś zupełnie innego. Uniosła rękę i dotknęła mojego policzka. Jej spojrzenie było niezwykle przenikliwe, przeszły mnie ciarki po całym ciele. Już byłem pewny, że za chwile będziemy się całować, gdy ona wybuchnęła śmiechem.

– Ty podstępna, mała kusicielko! – Roześmiałem się.

– Trzeba było nie zaczynać! – odgryzła się pokazując mi język.

Zasnęła z głową na moich kolanach. Choćbym miał tak siedzieć do rana nie zamierzałem jej ruszać. Potrzebowała snu i odpoczynku. W telewizji jak zwykle nie było nic godnego uwagi. Przeskakiwałem z kanału na kanał, gdy zaczęła niespokojnie się wiercić. Najpierw mamrotała pod nosem coś niezrozumiałego. Chwilę później jej ciałem wstrząsnęło parę dreszczy. Pogłaskałem ją po plecach, chcąc odpędzić koszmar, który ją dręczył. Oczy miała zamknięte lecz jej twarz wyrażała przerażenie i strach. Zaczęła przebierać nogami jakby chciała uciec, jednocześnie oddech jej niebezpiecznie przyspieszył. Z lekka się przeraziłem.

– Julia, obudź się! – nakazałem szarpiąc ją za ramię.

– Nieeeeee! – wrzasnęła nagle i usiadła.

Próbowałem objąć ją ramieniem, ale odepchnęła mnie.

– Zostaw! Nie dotykaj mnie! Nienawidzę cię! – krzyknęła, nadal się trzęsąc. Machała rękami odpychając mnie od siebie, jakby była w jakimś amoku. Zdawała się mnie nie poznawać.

– Julia, to ja, Tomek! Już wszystko dobrze! – Próbowałem ją uspokoić, bo najwyraźniej jeszcze nie końca się wybudziła.

Dopiero po kilku chwilach doszła do siebie. Zamrugała zdezorientowana i rozejrzała się.

– Tomuś? To naprawdę ty? – spytała bacznie mi się przyglądając.

– A którzy by inny? – odpowiedziałem.

Wtuliła twarz w dłonie i rozpłakała się. Przytuliłem ją mocno, tym razem już się nie opierała.

– Ten koszmar śni mi się od początku, co noc to samo! Myślałam, że gdy w końcu będę wolna to ten sen odejdzie, ale on okazał się być proroczy. Śni mi się, że leżę w tamtym pokoju, przypięta kajdankami do łóżka, mam związane nogi i zakneblowane usta, nie mogę się ruszyć. Nagle wchodzi on i mówi, że zostanę tam na zawsze, że już nigdy nie zobaczę Wojtka ani Mai. Wierzgam się i próbuję uwolnić, ale bezskutecznie. On wychodzi, trzaskając drzwiami a do mnie dociera, że mówi prawdę, że już nigdy nie będę z Wojtkiem. Gdy sobie to uświadamiam, czuję niewyobrażalną pustkę. Próbuje krzyczeć i wtedy zawsze się budzę. Przez te trzy lata on za każdym razem miał rację! Jak mam żyć ze świadomością, że to prawda? To poczucie rozdziera mi serce. Wydaje mi się, że rozpadam się na kawałki, bo bez niego nie potrafię i nie chcę żyć. Jest moim wszystkim! Czuję się taka oszukana przez los! Dlaczego nie mogę być szczęśliwa, Tomek? Powiedz mi! Co jest ze mną nie tak? Dlaczego walą się na mnie wszystkie nieszczęścia i nie mogę im zapobiec? Dlaczego on nie zaczekał? Dlaczego, Tomuś? – wyłkała tuląc się do mnie niczym dziecko.

Tak bardzo chciałem znać odpowiedzi na wszystkie te pytania. Jej żal i rozpacz doskwierały mi do żywego. Chciałem pomóc ze wszystkich sił a nie wiedziałem jak. Pierwszy raz nie mogłem rzucić jakimś żartem dla rozładowania emocji. Oczekiwała ode mnie niemożliwego.

– Nie wiem, Maleńka – powiedziałem prosto z mostu. Nie mogłem owijać w bawełnę i karmić ją pustymi frazesami typu „wszystko będzie dobrze”. Nie nabrała by się na to, już to wiedziałem.

Płakała jeszcze jakąś chwilę, ale już dużo spokojniej.

– Ty byś mi tego nie zrobił, prawda? – zapytała. Zmarszczyłem brwi. Nie zrozumiałem o co dokładnie pyta, więc dodała: – Gdybym była z tobą, ty nie znalazłbyś sobie innej?

– Takie gdybanie niczego nie zmieni – powiedziałem. – On czekał na ciebie, szukał cię! Blondyna pojawiła się zupełnie nie dawno, parę tygodni temu!

– To ma mnie pocieszyć? – prychnęła ze złością. – Sugerujesz, że się spóźniłam?

– Nie! Miałem na myśli raczej to, że to nic poważnego!

– Przecież oni mieszkają razem! Zdradził mnie do cholery! Nie broń go! – zdenerwowała się i odsunęła ode mnie.

Brawo Tomuś, świetnie ci idzie – pomyślałem. Była absolutnie niestabilna emocjonalnie, przechodziła od śmiechu do łez z jedną chwilkę. Westchnąłem ciężko i postanowiłem dać jej odpowiedz jakiej oczekiwała.

– Gdybyś była moja, czekałbym! Od początku byłem pewny, wiedziałem, że nie wyjechałaś z własnej woli. – Wstałem i podałem jej swoją rękę. – Chodźmy spać, późno już. Wystarczy na dzisiaj tej terapii.

– Przecież miałam spać na kanapie – powiedziała marszcząc brwi i wpatrując się w moją rękę.

– Oh daj spokój! Oboje dobrze wiemy, jak by to się skończyło. Po co odkładać nieuniknione. – Przewróciłem oczami.

Przez chwilę się wahała. Z uwagi na okoliczności, naszą przeszłość i w ogóle z uwagi na wszystko, był to pokręcony pomysł, ale w końcu przyznała mi racje. Potrzebowała mnie, chciałem zrobić wszystko by jej pomóc.


Julia

Wiedziałam, że nie powinnam tego robić. W żadnym wypadku nie powinnam spędzać nocy z Tomkiem w jednym łóżku! To nie mogło się skończyć dobrze dla nas obojga.  Zagłuszałam jednak wyrzuty sumienia, tłumacząc sobie, że nie mam innego wyjścia. Potrzebowałam go! Chciałam mieć go blisko siebie. Tomek był ostoją w burzliwym oceanie mojego życia. Opoką do której zawsze mogłam się zwrócić. Przyjacielem, który nigdy mnie nie zranił, na którego zawsze mogłam liczyć. Poza tym mój niewierny mąż miał w łóżku inną kobietę. Nie robiłam nic czego on nie zdążyłby już zrobić! 

piątek, 2 grudnia 2016

II#10

Ocknęłam się skulona na podłodze. Uczucie pustki nadal przytłaczało moją pierś. Chciało mi się wyć! Wpełzłam na łóżko i przyciskając kolana do brzucha zastygłam w tej pozycji. Niby byłam już wolna a jednak bałam się wyjść z tego pomieszczenia. Z resztą za tymi drzwiami nie czekało mnie już nic dobrego.

Gdy Wojtek wrócił sprawiał wrażenie wkurzonego. Twarz miał całą czerwoną, zęby musiały go naprawdę boleć, bo zaciskał je z wściekłością. Unikał mojego wzroku, z resztą ja również nie miałam ochoty na niego patrzeć. Zastanawiałam się jedynie co go tak zdenerwowało.

– Komisarz powiedział, że mogę zabrać cię do domu – powiedział i przeczesał ręką włosy.

Na słowo „dom” miałam ochotę prychnąć, ale powstrzymałam się jednak. Zeszłam z łóżka, ubrałam buty i powiedziałam:

– Jedźmy więc.

Patrzył na mnie przez chwilę zdezorientowany.

– Nie masz żadnych rzeczy? – spytał marszcząc czoło.

– Nie! – odpowiedziałam i demonstracyjnie wyszłam z pokoju.

Podróż nie należała do najmilszych. Atmosfera między nami była tak napięta i gęsta, że można by ją było pokroić. Gdybym tylko miała jakiś wybór nie wsiadałabym z nim do samochodu. Nie odzywał się całą drogę. Milczał uparcie jak tylko on potrafił. Wiedziałam, że coś go gryzie i bynajmniej nie była to sprawa jego zdrady. Gdyby tylko tym się przejmował, powinien mnie jakoś próbować przepraszać, tymczasem wydawał się być na mnie zły. Coś musiało się wydarzyć po jego wyjściu z pokoju. Paranoja! Nie miałam ochoty odzywać się pierwsza, bo i po co? Nie dość, że miał kochankę to jeszcze stroił jakieś fochy. Prawie całą drogę udawałam, że śpię. Zaciskałam oczy chcąc uwolnić się od tego napięcia które od niego płynęło. Zdawałam sobie sprawę, że będziemy musieli porozmawiać, między nami pozostawało mnóstwo do wyjaśnienia, nie miałam jednak zamiaru wychylać się pierwsza. W końcu to on zawinił.

Wjechaliśmy do Warszawy w strugach deszczu. To miasto zawsze witało mnie w ten sposób. Jakby szydziło sobie ze mnie i szeptało mi do ucha: „nic dobrego cię tutaj nie czeka, uciekaj”. Tak, najchętniej bym uciekła, jednak w tym mieście był ktoś kogo chciałam zobaczyć z całego serca – moja córka. Całą drogę zastanawiałam się jak ona zareaguje, jak ja zareaguje? Bałam się tego spotkania a jednocześnie nie mogłam się już doczekać. W myślach wyobrażałam sobie scenę naszego pierwszego spotkania chyba ze sto razy. Wydawało mi się, że jestem gotowa, lecz kiedy wsiedliśmy do windy ogarnęła mnie panika.

– A co jeśli mnie nie polubi? – pisnęłam w stronę Wojtka, zapominając, że miałam go ignorować.

– Będzie zachwycona, uwierz mi – powiedział.

Stanęliśmy przed drzwiami mieszkania. Trzęsłam się jak w gorączce i nie byłam w stanie opanować emocji, które się we mnie kotłowały. Wszystkie wspomnienia z porwania wróciły, gdy tylko zobaczyłam znajome wnętrza.

– Muszę cię uprzedzić zanim wejdziemy. W środku jest Ewa – Wojtek nagle przerwał potok moich myśli.

– Ach tak! – odpowiedziałam tylko.

Mogłam się tego spodziewać, a jednak ta informacja uderzyła mnie niczym obuch w ścianę. Kim był ten człowiek, którego kiedyś pokochałam? Jak mógł mnie tak ranić, raz za razem? Ciągle stałam na nogach, najwyraźniej uznał, że trzeba mi zadać kolejny cios bym w końcu upadła.

– Przepraszam, ale nie miałem jej z kim zostawić – powiedział skruszony. – Poza tym ona… mieszka ze mną.

No to już kurwa przesada! Prawie zabrakło mi tchu. On naprawdę chciał mnie wykończyć. To musiało być coś poważnego skoro ze sobą zamieszkali. Poczułam się niezręcznie. Jakbym wciskała się w jego życie na siłę, niczym żałosna była, błagająca o kolejną szansę. Ale do cholery to było moje życie. To był mój mąż, moja córka i moje mieszkanie! To nie miało tak wyglądać! Straciłam wszystko! Nie chciałam jednak tracić ostatniej rzeczy jaka mi została – godności. Uniosłam więc dumnie podbródek i patrząc mu prosto w oczy powiedziałam:

– Od dzisiaj gówno mnie obchodzi, z kim się zadajesz. Chcę tylko zobaczyć się z córką!

Zamrugał zaskoczony moją reakcją. Spodziewał się zapewne łez i rozpaczy, ale nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Otworzył w końcu drzwi i przepuścił mnie przodem. Weszłam do przedpokoju i natychmiast ogarnął mnie znajomy zapach mieszkania. Poczułam łzy pod powiekami, z całych sił usiłowałam je powstrzymać. Przeczesując wzrokiem wnętrze natknęłam się na… nią. Stała na środku salonu najwyraźniej zaalarmowana głośniejszą wymianą zdań pod drzwiami. Była… tak bardzo inna niż ja. Nie mogłam nic poradzić na to, że ogarnęła mnie zazdrość na widok tej wysokiej, blondynki o porcelanowej cerze. Jej niebieskie oczy spoglądały na mnie zimno, ale widziałam w nich niemałe zainteresowanie. Nie umknęło mojej uwadze to, że zawiesiła wzrok na koszulce Wojtka którą nadal miałam na sobie. Poczułam niemałą satysfakcje, gdy otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia najwyraźniej rozpoznając ten podkoszulek. Tak, spałam z nim zeszłej nocy – miałam ochotę wykrzyczeć jej to prosto w tę idealną twarz, ale w porę ugryzłam się w język. Atmosfera zaczęła robić się niezręczna. Nikt nic nie mówił. Wojtek przebierał nogami najwyraźniej nie wiedząc jak powinien się zachować. Mierzyłam się nadal wzrokiem z kobietą, która odebrała mi męża. Nagle kątem oka zauważyłam ruch za jej długimi nogami. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że stoi za nią dziecko – moja córeczka. Onieśmielona wychyliła się lekko, i spojrzała na mnie. Przykucnęłam aby znaleźć się na jej poziomie. Przyglądała mi się zaciekawiona. Jej oczy były dokładnie w takim samym kolorze jak moje. Serce rwało w mojej piersi do przodu i walczyłam ze sobą aby nie rozpłakać się.

– Wiesz kim jestem? – szepnęłam do niej.

Maja niespodziewanie wyskoczyła jak z procy i omijając mnie szerokim łukiem wybiegła z salonu. Już otwierałam usta aby za nią zawołać, gdy wróciła niosąc coś pod pachą. Podeszła do mnie i pokazała mi ramkę ze zdjęciem zrobionym tuż po jej narodzinach. Fotografię zrobiła Asia, byliśmy na nim wszyscy troje: ja, Wojtek i Maja.

– Jesteś moją mamusią – powiedziała swoim słodkim, dziecięcym głosikiem.

Wzruszenie odebrało mi głos. Wyciągnęłam ręce, a ona wtuliła się we mnie ufnie. Było to cudowne uczucie, móc poczuć ją w ramionach, wdychać jej zapach. Rozpłakałam się na dobre. Przez ostatnie lata zastanawiałam się jak wygląda. Jednak w żadnych marzeniach nie zbliżyłam się nawet o połowę do prawdy. Obiecywałam Wojtkowi syna, jego kopie a o ironio, urodziłam córkę, która wyglądała zupełnie jak ja. Ten sam nosek, ten sam uśmiech, te same oczy. Maja w końcu wyswobodziła się z mojego uścisku i uśmiechając się szeroko zapytała:

– Chcesz zobaczyć mój pokój?

Przytaknęłam i dałam się jej złapać za rękę. Poprowadziła mnie przodem. Zostawiłam za sobą salon i wszystkie problemy. Nie chciałam myśleć o tym, co czekało mnie później. Teraz najważniejsza była Maja.

Spędziłyśmy całe popołudnie i wieczór na wspólnej zabawie, nawet nie wychodząc z pokoju. Chłonęłam każdy jej uśmiech, każde słowo, każdy gest. Głowę miała pełną pomysłów do wspólnych zabaw a ja na wszystko się zgadzałam z przyjemnością. Buzia się jej nie zamykała, gdy opowiadała o swoich ulubionych misiach i zabawkach. Zdradziła mi również co nieco z tego co się działo przez lata mojej nieobecności. Nikt nie zakłócał nam tych wspaniałych godzin. Na chwilę zdołałam zapomnieć o tym, co czekało za drzwiami.

Gdy w końcu Maja zasnęła ukołysana w moich ramionach i po trzech przeczytanych bajkach musiałam stawić czoła rzeczywistości. Wyszłam w jej pokoju i przeszłam na paluszkach do salonu. Wojtek z Ewą siedzieli na kanapie i oglądali jakiś film. Uroczy obrazek wspólnego wieczoru szczęśliwej rodzinki – mógłby ktoś rzec. Pozory mylą! Nagle zdałam sobie sprawę, że właściwie to nie mam siły i chcę po prostu stamtąd wyjść. Więc wyszłam! Przeszłam przez salon nie uraczywszy ich żadnym słowem ani spojrzeniem. Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam po schodach. Stanęłam na parterze i przez chwilę wpatrywałam się w ulewę. Było mi w sumie wszystko jedno. Jedną nogą byłam już na zewnątrz gdy dopadł mnie Wojtek.

– Co robisz? – spytał zziajany biegiem po schodach.

– Wychodzę! – oznajmiłam.

– Nie wygłupiaj się! Nie możesz tak po prostu sobie iść!

– Chyba nie myślałeś, że zostanę, razem z tobą i… z nią? – prychnęłam oburzona. – Wybacz, ale w trójkę będzie nam za ciasno w jednym łóżku! – dodałam wymownie, powtarzając te same słowa, którymi on sam mnie kiedyś uraczył.

– Nie chcę żebyś odeszła, to wszystko jest bardziej skomplikowane niż ci się wydaje! – wyjęczał zdruzgotany. Spuścił wzrok i całym sobą wyrażał poczucie winy. Jednak na mnie to już nie działało.

– Nie, nie ma tutaj nic skomplikowanego! Twoja żona znika, więc zwyczajnie znajdujesz sobie nową dziewczynę, zakochujesz się, zamieszkujecie razem. Nie będę burzyć waszej sielanki – powiedziałam stanowczo.

– Julia, wiem jak to wygląda, ale to zupełnie nie tak. Pogubiłem się owszem, nie przeczę, ale…

– Nie chcę twojego ale, rozumiesz! Zamknij się! – wrzasnęłam. – Wszystko zepsułeś i nie oczekuj, że będę ze spokojem wysłuchiwać twoich przeprosin, bo one już nic nie zmienią. – Odwróciłam się i chciałam wyjść, złapał mnie jednak za ramię i zatrzymał.

– Nie puszczę cię dopóki nie porozmawiamy! Wiesz jak skończyło się to ostatnim razem! Musimy sobie wszystko wyjaśnić!

– Tym razem wszystko jest jasne! Puszczaj – syknęłam, próbując się wyrwać, trzymał mnie jednak mocno.

– Mylisz się! Nie wiem nic o tym co się z tobą działo. Zachowujesz się jakby nic się nie wydarzyło a to nie prawda. Opowiedz mi o tym, Julia. Opowiedz mi o tym jak całowałaś się z tym frajerem! – powiedział podniesionym głosem. Z oczu buchnęła mu zazdrość.

Na chwilę zaniemówiłam zszokowana tym co powiedział.

– Skąd o tym wiesz? – spytałam.

– Policja pokazała mi zdjęcia. Ktoś was przyłapał! – Jego ton był już mniej porywczy. Musiał zdać sobie sprawę, że przesadził, ale nie mógł już tego cofnąć. Poszło! Po ciele rozeszła mi się adrenalina, gotowałam się w środku z wściekłości. Więc to z tego powodu tak dziwnie się zachowywał. Dusił to w sobie i podsycał całą drogę. Cały on!

– Nic się nie zmieniłeś! Znowu to zrobiłeś! I to zaraz po tym, gdy mówisz mi, że powinniśmy porozmawiać, by uniknąć błędów z przeszłości! Jak śmiesz w ogóle! Chcesz wiedzieć dlaczego to zrobiłam? Bo to była moja jedyna szansa na ucieczkę. Tylko przekonując go, że mi na nim zależy mogłam liczyć na to, że mnie wypuści. Cały czas trzymał mnie w zamknięciu, głodził i bił. Myślisz, że od czego są te ślady. – Podstawiłam mu pod nos nadgarstki z wyraźnymi bliznami od kajdanek. – Osądzasz mnie, choć cię tam nie było! Byłam sama i godzinami wyłam w poduszkę, wołając cię, krzycząc twoje imię i błagając byś mnie odnalazł. Trzymałam się życia tylko dlatego, że chciałam wrócić do ciebie i Mai. A ty masz czelność mówić mi, że się pogubiłeś? I do tego oskarżasz mnie o zdradę? Jesteś pierdolonym hipokrytą, wiesz? – W płucach zabrakło mi powietrza, gdy wyrzuciłam to z siebie jednym tchem. Cała się trzęsłam.

– Julia, nie miałem pojęcia co się z tobą dzieje. Szukałem cię, zrobiłem wszystko co mogłem. Przepraszam, że cię zawiodłem – kajał się.

– Twoje przepraszam już niczego nie naprawi. Daruj sobie! – wyrwałam mu się w końcu.

Widziałam jak jego spojrzenie się zmienia, jak w miarę tego co mówiłam, docierało do niego to co zrobił i powiedział. Wiedziałam, że żałuje, jednak nie mogłam mu tego wybaczyć. Zrobił krok w moją stronę, unosząc ręce w próbie dotknięcia mnie. Cofnęłam się jednak, odwracając się do niego plecami.

– Gdzie pójdziesz? – spytał zrezygnowany. – Do niego? – dodał po chwili z bólem w głosie.

Odwróciłam się wolno, i mówiąc bardzo powoli, zadałam cios prosto w jego serce.

– Tak! Zawsze mogłam na niego liczyć, w przeciwieństwie do ciebie! Żałuję, że nie wybrałam wtedy jego! – powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy. Raniąc go z taką premedytacją odczułam małą satysfakcję. Widząc w jego spojrzeniu ból, stwierdziłam, że taka kara mu się należała. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam na deszcz.

Był koniec października. Lało jak scebra, a ja miałam na sobie jedynie podkoszulek i cienkie legginsy. W kilka chwil przemokłam, ale nie przeszkadzało mi to. Zdeterminowana szłam przed siebie. Sytuacja była nie wesoła. Zostałam bez dachu nad głową, bez męża i bez żadnych dokumentów, pieniędzy, nie wspominając o ubraniach. Nie miałam absolutnie nic. Zostało mi jedynie złamane serce, które jakimś dziwnym sposobem nadal biło. Przechodząc mostem nad Wisłą, zatrzymałam się wpatrując w ciemną otchłań wody, która zdawała się do mnie krzyczeć: „do dalej, zrób to, a skończy się twoje cierpienie”. Ścisnęłam mocno barierki, odczuwając pokusę zakończenia wszystkiego. Ilekroć życie zaczynało mi się układać, jakaś niewidzialna siła wpychała mnie w największy kanał. Tyle już razy wypływałam na powierzchnie. Tym razem już nie miałam siły. Czułam się pokonana. Dławiąc w sobie szloch, wspięłam się na barierkę i usiadłam na niej. Tym razem już nie chciałam wypływać, życie tak bardzo mnie bolało. Nagle ogarnął mnie niewyobrażalny spokój. Ciemna woda w dole zdawała się mnie hipnotyzować. Cichy szum wody, kusił rozwiązaniem wszystkich problemów. Niespodziewanie gdzieś obok mnie z ciemności usłyszałam głos...

*******************************************************
Będzie mi miło gdy poświęcisz jeszcze jedną minutkę i napiszesz komentarz... Zrobisz to dla mnie?