piątek, 14 października 2016

II#3

Wozz

Siedziałem w jakiejś knajpie, obracając w dłoniach szklankę z drinkiem. Po nagraniach chłopaki oczywiście wyciągnęli mnie na miasto. Nie miałem zbytnio ochoty, ale tak marudzili, że w końcu się zgodziłem. Teraz oni bawili się w najlepsze, a ja oczywiście nie potrafiłem się wyluzować, choć wypiłem już chyba ze trzy drinki. Alkohol już mi w tym nie pomagał. Stępiał mój umysł, ale nie dawał ukojenia. Potrafiłem tylko upijać się na smutno. Wiedziałem, że żaden kolejny drink nie spowoduje odejścia poczucia winy. Patrzyłem jak brązowy płyn oblewa szklankę, którą się bawiłem. Czułem się absolutnie podle w związku z Ewą. Nie powinienem się do niej zbliżać! Do cholery miałem przecież żonę i dziecko! Wyrzuty sumienia targały mną wewnętrznie. Ale wszystkie te uczucia znikały gdy tylko ona pojawiała się w pobliżu. Jakby nakładała jakiś filtr na moje zbolałe serce. Przy niej odżywały we mnie emocje o których już dawno zapomniałem. Gdy usłyszałem jak zapłakana mówi mi, że ten dupek chciał jej coś zrobić wpadłem w szał. Gnałem przez miasto jak oszalały. Gdy przytuliła się do mnie poczułem ulgę, że nic jej nie jest. Chciałem się o nią troszczyć! Zrozumiałem, że źle ją początkowo oceniłem. Była naprawdę zabawna i okazało się, że tematów do rozmów mamy dużo. I tak świetnie dogadywała się z Mają! Boże jak bardzo chciałem ją pocałować… Choć wiedziałem, że nie powinienem! Słowo „zdrada” dosłownie wypalało mi wszystkie komórki mózgowe. Gdy przedstawiłem ją chłopakom klepali mnie po plecach, zadowoleni, że w końcu się przełamałem. Jedynie Tomson zgromił mnie spojrzeniem. Boże! Nie wiedziałem co robić! Trzy lata i nie dała znaku życia! Codziennie biłem się z myślami i pytałem sam siebie dlaczego odeszła. Odeszła sama czy też coś złego się stało? Ta niewiedza spalała mnie żywcem. Zrobiłem wszystko aby ją odnaleźć, jednak bezskutecznie. Byłem już tym zmęczony. Wyprany z emocji! Ale Ewa na nowo zbudziła we mnie uczucia, znów poczułem szybsze bicie serca, gdy przytuliła się do mnie. Zapach jej ciała dosłownie odurzał. Nie chciałem tego, próbowałem się przed tym bronić, ale każde jej spojrzenie potęgowało narastające uczucia. Topiła mój wewnętrzny opór i nic nie mogłem na to poradzić. A powinienem! Byłem wściekły sam na siebie, że dopuszczam w ogóle możliwość zbliżenia się do niej, a jednocześnie pałałem do tego entuzjazmem. Te skrajne emocje nie pozwalały mi spać.

– Stary, to nie jest ta laska co nam dzisiaj przedstawiłeś? – spytał Baron, wyrywając mnie z zamyślenia.

– Co?

– Tamta laska! – powiedział i wskazał palcem na parkiet pełen ludzi. – To chyba ona?

Spojrzałem w kierunku który wskazywał i serce mi na chwilę zamarło. Kurwa! To faktycznie była ona! Jej blond głowa odznaczała się w tłumie. Niewiele myśląc odłożyłem drinka i pognałem na parkiet. Odstawiłem ją do domu siostry, jak prosiła. Nie chciałem przeginać i zapraszać jej na wieczorne wyjście już i tak spędziła ze mną cały swój dzień. Poza tym dopiero co zerwała z facetem. Przedzierałem się przez tłum, ignorując zaczepki podchmielonych dziewczyn. Gdy w końcu stanąłem za nią, oniemiałem. Miała na sobie czarną, opinającą sukienkę. Tak krótką i tak cholernie seksowną, że ledwie nad sobą panowałem. Miała inną fryzurę. Zwykle splatała włosy w kucyka, teraz falowały wdzięcznie, luźno spuszczone. Ruszała biodrami w rytm muzyki. Nie wytrzymałem! Złapałem ją w pasie i odwróciłem przodem do siebie. Wreszcie spojrzała na mnie spod swoich niewiarygodnie długich rzęs. Przez chwilę wydawała się absolutnie zaskoczona moim widokiem i przypatrywała mi się jakby widziała mnie po raz pierwszy w życiu.

– Zatańczymy, przystojniaku? – spytała w końcu słodko, oplatając mnie swoimi ramionami.

Jej głos wydał mi się dziwny, bardziej chrypiący, ale zrzuciłem to na karb alkoholu, który od niej wyczuwałem. Najwyraźniej przyszła się zabawić, aby odreagować swojego byłego. Poczułem lekkie ukłucie w sercu, że nie zaproponowała mi wspólnego wieczoru. Popadałem w paranoję. Objąłem ją ciasno w tali, przyciągając do siebie. Wiła się seksownie w rytm muzyki, wprawiając mnie w totalnie osłupienie. Nie spodziewałam się po niej takiego zachowania. Nie wydawała się być typem kobiety, która zachowuje się w ten sposób. Prowokowała coraz bardziej, ocierając się o mnie niczym kotka. Rzucała mi spojrzenia, które jasno mówiły czego pragnie. Czułem się z tym dziwnie. Zachowywała się jak ktoś zupełnie inny i mi nie znany. W końcu złapała moją rękę i pociągnęła do jakiejś pustej loży. Dosłownie pchnęła mnie na siedzenie i usiadła okrakiem na moich kolanach. Seksownie oblizała usta i wbiła swoje namiętne spojrzenie w moje oczy. Kurwa! Ta kobieta chciała mnie wykończyć!

– Wiesz czego pragnę w tej chwili? – wychrypiała mi do ucha, zostawiając na nim mokry ślad po języku.

– Czego? – wysapałem, podejmując jej grę.

Zaśmiała się cicho i pocałowała mnie. Dosłownie wepchnęła mi język do gardła. Smakowała jak wiśniówka, której najwyraźniej stanowczo nadużyła. Nie tak wyobrażałem sobie nasz pierwszy pocałunek. W ogóle wszystko było jakieś dziwne. Ona była inna i nie podobało mi się to. Przerwałem pocałunek i odsunąłem ją od siebie.

– Nie sądzisz, że powinniśmy najpierw porozmawiać? – spytałem.

– No proszę przystojniak i dżentelmen w jednym! Jestem Marta. Możemy jechać do ciebie? Do mnie wprowadziła się dzisiaj siostra i za bardzo nie ma warunków – powiedziała głaszcząc mnie.

– Co ty powiedziałaś?!! – wrzasnąłem zrzucając ją z kolan.

– Czego dokładnie nie zrozumiałeś? – spytała wyraźnie zirytowana.

– Kurwa! Twoja siostra nazywa się Ewa?

– Taaak! Skąd wiesz? – spytała podejrzliwie.

O mój Boże! To była jej siostra bliźniaczka! Wiedziałem, że coś mi w niej nie grało. Wyglądały identycznie, choć tak naprawdę różniły się definitywnie. Ja pierdole! Nie mogłem w to uwierzyć.

– Myślałem, że ty to ona! – powiedziałem wściekły.

– Ups – zaśmiała się zakrywając usta. Zaczęła mnie irytować.

– Gdzie ona jest? – spytałem.

– Gdzieś tu się kręci – machnęła ręką w kierunku parkietu.

– Jest tutaj? – spytałem przerażony, jednocześnie rozglądając się na boki.

Ewa

Wszystko szło zgodnie z planem. Moja siostra jak zwykle spisała się na medal. Adrenalina krążąca w moich żyłach zdawała się być życiodajna. Już zapomniałam jakie to uczucie. Brakowało mi naszych wspólnych akcji. Ostatnimi czasy skupiłam się tylko na Michale, który okazał się niewart moich starań. Na szczęście pojawił się Wojtek i uwolnił mnie z marazmu w którym tkwiłam. Czułam się bosko! Gdy usłyszałam jak chłopaki z jego zespołu umawiają się na wieczór, pomysł pojawił się w głowie momentalnie. Musiałam kuć żelazko póki gorące. Manipulacja nim okazała się dziecinnie prosta. Poranna akcja z wyprowadzką zakończyła się sukcesem. Spędziliśmy razem cały dzień i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że warto w niego zainwestować czas. Był super przystojny, zabawny i czarujący. W dodatku bogaty i sławny! Nie pragnęłam niczego więcej. Nie zaprosił mnie na wieczorne wyjście, ale i tak postanowiłam się pokazać tam gdzie się umówili. Chciałam wzbudzić w nim uczucia względem siebie i przekonać się czy szłam w dobrym kierunku. Nie musiałam namawiać Marty, zgodziła się od razu gdy usłyszała o kogo chodzi. Już nie pierwszy raz urządzałyśmy taką prowokację. Wszystko miałyśmy przećwiczone. Posiadanie siostry bliźniaczki w dodatku równie pokręconej było doprawdy bezcenne.

Patrzyłam jak się całują i czułam rosnącą ekscytację. Dochodziliśmy do sceny finałowej, gdzie główną rolę miałam ja. Przede mną kolejne zadanie aktorskie, które musiałam rozegrać perfekcyjnie. Przybrałam zszokowany wyraz twarzy, wyobrażając sobie, że rodzona siostra naprawdę całuje mojego faceta. Gdy tylko Wojtek zaczął się rozglądać i skrzyżowaliśmy nasze spojrzenia odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku wyjścia. Oczywiście plan zakładał, że skruszony pobiegnie za mną. Tak też się stało, bo ledwo wyszłam przed klub usłyszałam jak mnie woła:

– Ewa zaczekaj, proszę!

Nie zwolniłam kroku, szłam szybko przed siebie nie oglądając się. Dogonił mnie i zatrzymał łapiąc za łokieć.

– Czego chcesz? – warknęłam wyrywając mu rękę. – Wracaj do niej. Myślałam, że ty i ja… może…, Boże jaka głupia jestem – prychnęłam.

– Nie wiedziałem, że masz siostrę bliźniaczkę, nie mówiłaś mi.

– Serio nie zauważyłeś różnicy? – zapytałam przewracając oczami.

– Myślałem, że to ty! – bronił się.

– Naprawdę masz o mnie aż tak złe zdanie? Myślałeś, że jestem taka łatwa i wskoczę ci zaraz do łóżka? – histeryzowałam.

– Co? Nie oczywiście, że nie! Czułem, że coś jest nie tak. Ale na litość boską ona wygląda zupełnie tak jak ty! Skąd miałem wiedzieć!

– Mówisz serio? – spytałam już łagodniej.

– Cieszę się, że to jednak nie byłaś ty! Nie jestem gotowy na takie rzeczy.

– Na jakie rzeczy? – zamrugałam zaskoczona. W końcu dochodziliśmy do sedna sprawy i nie mogłam się doczekać tego co powie. Pociągnął mnie na jakąś ławkę, która stała nieopodal. Usiedliśmy a Wojtek potarł rękami twarz, jakby był zmęczony.

– Ja też myślałem, że może ty i ja… tylko problem tkwi w tym, że… mam żonę – powiedział w końcu skruszony.

– Oh! Maja nigdy o niej nie mówiła.

– Bo jej nie zna. Zniknęła trzy lata temu – powiedział z wyraźną złością.

– Nie miałam pojęcia – skłamałam gładko. – Zostawiła was?

– Tak! Nie! Nie wiem do cholery! – zdenerwował się. Westchnął ciężko i wbił wzrok w chodnik. Widać było, że cała sprawa męczyła go bardzo. – Pewnego dnia wróciłem z koncertu i znalazłem karteczkę z informacją, że odchodzi i mam jej nie szukać. Spakowała kilka swoich rzeczy, zostawiła swój telefon i ślad się po niej urwał. Nie miała powodu by odchodzić, wszystko było dobrze między nami. Kochaliśmy się! Maja miała wtedy trzy miesiące. Nie wiedziałem co robić. Próbowałem już wszystkiego, aby ją odnaleźć. Jak długo można prowadzić poszukiwania, jeśli wszystkie znaki wskazują, że wyjechała z własnej woli? Policja nawet nie chciała zainteresować się sprawą. Mieli mnie za zranionego, protestującego faceta, który nie chce uwierzyć, że został porzucony. Ciągle mam poczucie, że ona gdzieś na mnie czeka. Nie chcę jej zapominać, ani przechodzić do porządku dziennego dopóki istnieje szansa, że mógłbym coś zrobić aby pomóc jej wrócić, ale ciągle walę głową w mur. Jestem już tym zmęczony i do tego czuję się samotny. – Popatrzył na mnie oczami pełnymi bólu i tęsknoty. Więc to tak! Nadal ją kochał! Kolejna przeszkoda do przeskoczenia! Poprzeczka była naprawdę wysoko. Jak miałam sprawić, aby zmienił o niej zdanie i przestał się tym zadręczać? Tkwił w zawieszeniu ze swoimi uczuciami, wiedziałam, że musi się z nimi uporać zanim zdecyduje się na poważnie zaangażować w to co było między nami. Cóż, lubiłam wyzwania. Zdobycie szczytu po ciężkim wysiłku, zawsze smakuje lepiej. To była pora na terapie szokową.

– Przykro mi – powiedziałam cicho i położyłam dłoń na jego ręce ściskając lekko, aby dodać mu otuchy. Popatrzył na nasze złączone dłonie i westchnął. – Mogę coś zrobić? – spytałam.

– Po prostu bądź przy mnie – powiedział, spoglądając mi głęboko w oczy.

Miesiąc później
Wozz

Julia, gdzie ty jesteś? Potrzebuję cię! Te dwa zdania krążyły mi po głowie bezustannie. Myślałem, że obecność Ewy coś zmieni, ale myliłem się. Z dnia na dzień czułem się tylko bardziej winny z jej powodu. Lubiłem ją naprawdę, tak świetnie zajmowała się Majką, ale nie potrafiłem się przełamać. Z czasem zrozumiałem, że początkowa fascynacja wypływała tylko z tęsknoty i samotności. Nie darzyłem jej żadnym głębszym uczuciem. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, było kilka pocałunków ale nie pozwalałem sobie na więcej. Hamowałem się, bo wciąż miałem nadzieję, że Julia wróci. Jej brak doskwierał mi niewyobrażalnie mocno. Jak długo? Jak długo jeszcze to będzie trwać? Gdybym zrobił krok na przód znaczyłoby to, że się poddałem, a przecież chciałem walczyć. Gdyby tylko dała mi jakiś znak. Gdybym tylko wiedział co się z nią dzieje. Może przytłoczyło ją tempo jakie narzuciłem? Szybki ślub i zaraz dziecko! Może tego się przestraszyła? Ale przecież byłem pewny, że mnie kocha! Chciała tego samego! Spokoju również nie dawała mi myśl, że nie zrobiła tego z własnej woli. Jeśli ktoś ją zmusił? Kto? Dlaczego? Policja mnie zbyła, więc wynająłem prywatnego detektywa, który nie złapał żadnego tropu. Nic! Zero nagrań z kamer monitoringu! Sąsiedzi nic nie widzieli i nie słyszeli. Żadnego punktu zaczepienia. Rozpłynęła się jak we mgle. Oczywiście pierwsze co to pomyślałem o jej byłym. Detektyw jednak ustalił, że był czysty jak łza. Miał alibi na ten dzień. Udało mi się z nim nawet porozmawiać, ale zaśmiał mi się w twarz i stwierdził, że oszalałem podejrzewając go o porwanie. Rozmawiałem ze wszystkimi jej znajomymi z Anglii i nic. Z nikim się nie kontaktowała. Nie użyła również swoich kart kredytowych. Cała sprawa była dalece podejrzana, a mimo to, nie udało mi się znaleźć żadnego punktu zaczepienia.

Głowa mnie rozbolała od natłoku myśli. Zatrzymałem się na stacji benzynowej i zatankowałem samochód. Stanąłem w kolejce do kasy i przeglądałem wzrokiem kolorowe gazety, próbując odciągnąć myśli w inną stronę. Moją uwagę przykuł jeden z artykułów. Zauważyłem swoje nazwisko na okładce i podszedłem bliżej. Nie udzielałem ostatnio żadnych wywiadów, więc skąd to się wzięło? Gdy podszedłem bliżej i przeczytałem cały tytuł, zrobiło mi się słabo. „Wykorzystała mnie żona Wojtka Łozowskiego”. Co jest do kurwy nędzy? Co to ma znaczyć? Wściekły, wyszarpałem ten szmatławiec ze stojaka i chciwie przerzucałem strony. Nie mogłem uwierzyć! Ze środka gazety z jednego ze zdjęć patrzyła na mnie Julia! Druk był kiepskiej jakości tak samo jak i fotografia, ale bez trudu ją poznałem. Stała w jakimś klubie i uśmiechała się uroczo, tak jak tylko ona potrafiła. Artykuł krzyczał mi prosto w twarz, że moja żona zdradziła mnie z jakimś chujem, po czym go rzuciła i teraz rozpaczał z tego powodu. Straciłem nad sobą panowanie, gdy przeczytałem o pewnym szczególe którym podzielił się ów biedny porzucony z autorem tekstu. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć! To był szczegół, który przekonał mnie, że to prawda! W przypływie wściekłości podarłem tą gazetę na strzępy, rzucając bluzgami. Jak ona mogła? Kurwa! Kopnąłem stojak z tymi pierdolonymi gazetami. W końcu dopadł mnie jakiś ochroniarz, nakazując się uspokoić. Zaśmiałem mu się w twarz, ale odpuściłem dalszą dewastacje. Pod jego czujnym okiem, zapłaciłem za paliwo i gazetę po czym wybiegłem na zewnątrz.

Ewa

Postawiłam wszystko na jedną kartę i czekałam na jego ruch. Łamiąc jej idealną wizję w jego głowie, spodziewałam się, że sprowokuję go do działania. Czułam, że nie jest gotowy, bo trzymał mnie na dystans. Wymykał mi się i nie mogłam na to pozwolić. Chciałam go mieć dla siebie. Siedziałam i wgapiałam się w ekran komórki, czekając na efekty mojego działania. Dopilnowałam aby ten artykuł ukazał się wszędzie gdzie się dało. Internet huczał od plotek i nie było opcji aby udało mu się przegapić tego newsa. Czułam jak wzrasta we mnie ekscytacja. Położyłam dobry grunt, byłam blisko i nie naciskałam, do tego Maja mnie uwielbiała. Nie miał wyjścia musiał wpaść w sidła które zastawiłam. Przypuszczałam, że będzie zrozpaczony, ale ukojenie będzie mógł znaleźć w moich ramionach. Rozmyślania przerwał mi dzwonek do drzwi. Otworzyłam pośpiesznie. Na progu stał Wojtek. To co miał w oczach przeraziło mnie do tego stopnia, że ukłuły mnie wyrzuty sumienia, których zwykle nie miewałam. Wzrok przepełniony bólem i stratą. Ale widziałam w nich coś jeszcze – złość. Był nieźle wkurwiony! Przez chwilę miałam ochotę wyznać mu prawdę. Ta wiadomość złamała mu serce, a widząc go w tym stanie zrozumiałam, że tym razem przeholowałam. Już otwierałam usta, gdy on zapytał:


– Ewa? – Odkąd poznał moją siostrę, za każdym razem upewniał się czy aby na pewno rozmawia ze mną. Skinęłam głową. W jednej sekundzie przyparł mnie ramionami do ściany i zachłannie pocałował. Było w tym coś dzikiego i nieskrępowanego. Jego złość przetopiła się w żądze. Wiedziałam, że dla niego to rodzaj aktu zemsty, za zdradę przez żonę. Nie było w tym nic romantycznego. Żadnych głębszych uczuć. Chciał sobie jedynie ulżyć. Igranie z cudzymi emocjami jak zawsze wyzwoliło we mnie podniecenie. Wywołanie u drugiego człowieka konkretnego zachowania, którego oczekiwałam pobudzało mnie. Wiem, że został zraniony, ale dla mnie liczył się jedynie efekt końcowy. To, że był w tym momencie między moimi nogami było nagrodą za ogrom pracy który włożyłam aby tak się stało. Wiedziałam, że już go nie wypuszczę, nie pozwolę odejść. Ta gra była w tej chwili sensem mojego życia.

piątek, 7 października 2016

II#2


Kochani z przykrością stwierdzam, że Wasza aktywność w opiniach jest praktycznie zerowa :( Na tą ilość wyświetleń, które zdobył poprzedni rozdział, ilość komentarzy jest absolutnie niewspółmierna. Tym kilku osobom dziękuję (nawet temu anonimowemu, który skrytykował), ale jeśli sytuacja po tym rozdziale się nie poprawi będzie to dla mnie jasny sygnał, że nowa seria nie przypadła Wam do gustu i nie będzie sensu jej ciągnąć. Także wszystko w waszych rękach... Jeśli chcecie poznać ciąg dalszy piszcie komentarze. Jeśli nie to pozostańcie cichymi podglądaczami...

A teraz... poznajcie prawdzie oblicze Ewy...



***********************************************



Gotowałam się z wściekłości. Michał dał jak zwykle popis swoich najlepszych cech. I to jeszcze na oczach Wojtka. Nie wiedziałam jak dużo widział i słyszał, ale gdy go zauważyłam minę miał nie za wesołą. Wydawał się być wściekły. W czasie naszej rozmowy był naprawdę bardzo miły i zabawny. Tak się zagadałam, że kompletnie zapomniałam, że umówiłam się z Michałem. Miał mnie odebrać sprzed sklepu. Nigdy nie chodził ze mną na zakupy, bo jak twierdził: „od czegoś mnie w końcu ma”. Wystarczyło, że spóźniłam się kilka minut a on od razu rzucał obelgami. Byłam tym już na serio zmęczona. Co z tego, że później gdy już ochłonie jak zwykle będzie mnie przepraszał. Miałam tego po dziurki w uszach.

Gdy tylko wróciliśmy do domu, demonstracyjnie otworzył piwo i zaczął oglądać jakiś mecz w telewizji. Sfrustrowana usiadłam przed komputerem. W wyszukiwarkę wpisałam: Wojtek Łozowski. Ciekawość w końcu wzięła nade mną górę. Wiedziałam, że w Internecie nie koniecznie zdobędę prawdziwe informacje, ale chciałam wiedzieć co się stało z matką Mai. Znalazłam kilka starszych artykułów i ich wspólnych zdjęć. Były też notki o jej rzekomym, tajemniczym zniknięciu. W Internecie huczało od plotek, ale nie udało mi się znaleźć jakiegoś sensownego wywiadu, w którym Wojtek by się zwierzył co też tak naprawdę się stało. Zamknęłam klapkę od laptopa a w głowie miałam jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.

Na następny dzień Wojtek witając się ze mną, poprosił o rozmowę w cztery oczy. Zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie, poprosiłam Maję aby poszukała jakiejś bajki, którą miałam przeczytać dzieciom. Gdy tylko mała oddaliła się od nas, spojrzałam na Wojtka.

– Coś nie tak z Mają? – spytałam.

Przez twarz Wojtka przeszedł cień uśmiechu. Błądził wzrokiem na około, jakby usilnie próbował na mnie nie spojrzeć. Potarł nerwowo ręką kark. Odniosłam wrażenie, że był skrępowany.

– W zasadzie to nie moja sprawa – zaczął w końcu. – Wczoraj przypadkiem zauważyłem, jak ten gość cię potraktował…. I chciałem zapytać czy wszystko w porządku? – wydusił z siebie i w końcu spojrzał mi w oczy.

Zaskoczył mnie. Był bardzo bezpośredni. Maja musiała po nim odziedziczyć tę cechę. Martwił się o mnie? Ha! Postanowiłam grać biedną i poszkodowaną. Jednocześnie zdawałam sobie sprawę jak bardzo desperacko to wygląda, ale w końcu skoro taki facet zainteresował się mną i wylało się z niego uczucie troski to czemuż by tego nie pociągnąć dalej?

– Nie, wszystko jest absolutnie nie w porządku. – Pokręciłam głową.

– Przepraszam, nie chciałem być wścibski. Po prostu… sam nie wiem. To było głupie – motał się jak mały szczeniak.

Łechtała mnie świadomość tego, że chciał się dowiedzieć czy nie mam jakichś problemów. Było to naprawdę miłe z jego strony.

– Muszę wracać do dzieci – powiedziałam w końcu uwalniając go od tej peszącej sceny. Jednocześnie moja podświadomość szczerzyła zęby w diabelskim uśmiechu.

Na następny dzień Mai nie było w przedszkolu. Brakowało mi jej! Martwiłam się i biłam z myślami czy powinnam zadzwonić do Wojtka z pytaniem o jej nieobecność. Wracałam już z pracy do domu, gdy odezwała się moja komórka. Wojtek!

– Halo? – odezwałam się grzecznie, jednocześnie próbując zatuszować entuzjazm w moim głosie.

– Cześć! Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam kłopot. Chodzi o Maję – usłyszałam w słuchawce jego zachrypnięty głos i nic nie mogłam poradzić na to, że moje serce przyspieszyło.

– Co się dzieje?

– Od rana gorączkuje. Nie chce nic jeść i bez przerwy o ciebie pyta.

– Oh – wydusiłam z siebie niezbyt inteligentnie.

– Wiem, że raczej nie powinienem ci zawracać głowy, ale nie wiem już co z nią robić. – Jego głos był przepełniony troską.

– Jak mogę pomóc? – spytałam.

– Mogłabyś może…. ,przyjechać do nas? – powiedział łamiącym się głosem.  – Wiem, że to duża prośba i zrozumiem jeśli odmówisz – dodał szybko.

– Nie ma problemu. – Zgodziłam się od razu. – Podaj adres i już do was jadę.

Pół godziny później pukałam do drzwi. Mieszkał w apartamentowcu, w jednym z nowszych w Warszawie. Otworzył mi szybko i zaprosił do środka. Nawet ubrany w jakiś stary dres i wymiętą podkoszulkę prezentował się wyśmienicie. Miał w sobie coś przyciągającego. Biła od niego wielka charyzma. Skoro będąc zupełnie na luzie przykuwał spojrzenie, to zachodziłam w głowie, jak piekielnie musiał się prezentować na scenie. Moje myśli zaczęły już galopować do przodu, jak szalone. Na ziemię sprowadził mnie jednak płacz Majki. Leżała skulona na kanapie i cichutko pochlipywała. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że weszłam do mieszkania. Dopiero gdy pogłaskałam ją po główce, spojrzała na mnie. Wtuliła się we mnie jak małpka. Była cała rozpalona.

– Kiedy dostała coś przeciwgorączkowego? – spytałam Wojtka, który stał smętnie obok i patrzył na mnie dziwnie.

– Dwie godziny temu, ale gorączka nie spadła.

– Trzeba ją ochłodzić w zimnej wodzie. Gdzie łazienka? – spytałam.

Wojtek wskazał mi drogę, przepuszczając mnie przodem. Wykonywał wszystkie moje polecenia bez zastrzeżeń, dzięki czemu, pół godziny później gorączka była w miarę opanowana. Maja od razu nabrała wigoru i upomniała się o jedzenie.

– Chcę rosołku! – zażądała.

– Dobrze, zaraz gdzieś zamówię – powiedział Wojtek łapiąc za telefon.

– Ale ja nie chcę zamawianego! Chcę taki domowy! Jak babcia robi! – powiedziała i tupnęła nogą.

– Majeczko bądź rozsądną dziewczynką. Skąd ja ci teraz wezmę rosół od babci?

– Może ja ugotuję? – wtrąciłam się. Oboje spojrzeli na mnie jednocześnie. Wojtek wybałuszył oczy w osłupieniu, a Majka klasnęła w dłonie z aprobatą. – Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko – dodałam szybko, nie chcąc wyjść na nachalną. Widziałam jak wyraz jego oczu się zmienia. Jakby topniał jego wewnętrzny opór w stosunku do mojej osoby.

– W sumie też bym coś zjadł – odezwał się po chwili i uśmiechnął.

Lustracja lodówki okazała się totalną klapą. Wojtek przepraszająco wzruszył ramionami, usprawiedliwiając się brakiem czasu. Poszłam więc na zakupy.

Po powrocie zabrałam się od razu za gotowanie. Wojtek upierał się, że zwróci mi pieniądze, których nie chciałam oczywiście przyjąć.

– Nie może tak być, że przychodzisz tutaj prosto z pracy, biegniesz na zakupy i gotujesz obiad. Powinienem ci zapłacić! – przegadywał się ze śmiechem.

– Nie przejmuj się wystawię ci fakturę gdy skończę – droczyłam się.

– A co jeśli zupa będzie za słona? – żartował.

– Wtedy usługa będzie gratis.

– A jak się przyzwyczaję? To co wtedy? – dopytywał.

– No cóż zawsze możesz wykupić abonament. W pakiecie cały miesiąc wyjdzie taniej.

Spodziewałam się kolejnego wybuchu śmiechu i dalszej porcji żartów, bo zrobiło się na prawdę miło, tymczasem on niespodziewanie wstał z krzesła i podszedł do mnie. Na jego twarzy nie gościł już uśmiech. Przeszywał mnie przenikliwym spojrzeniem. Stanął tuż przede mną i odgarnął mi kosmyk włosów z czoła, zakładając go za ucho. O kurwa! Nie spodziewałam się tego.

– A co jeśli chciałbym abyś została dłużej? – spytał, unosząc jedną brew do góry.

– Wtedy musiałbyś uważać, bo mógłbyś się mnie już nie pozbyć – wyszeptałam.

Nasze ciała zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej. Tuż przed oczami miałam jego usta. Takie czerwone, kuszące, jakby uformowane specjalnie dla mnie. Nachylił się jeszcze bardziej. Przymknęłam oczy gotowa na spotkanie jego warg, gdy nagle za plecami usłyszałam głosik Mai:

– Ile jeszcze mam czekać? – spytała bez pardonu.

Pyk! Chwila minęła. Wojtek odsunął się ode mnie i zagadał do małej. Odwróciłam się chcąc ukryć rumieńce i złapać oddech. Nawet mnie nie pocałował a czułam się tak… jakby pozbawił mnie tchu. Traciłam przy nim kontrolę własnych odruchów, a to ja lubiłam panować nad sytuacją. Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. Pierwszy raz facet rozmiękczył mnie nawet mnie nie dotykając. Wpadłam! On musiał być mój! Poprzysięgłam sobie, że tak się stanie!

Wojtek jednak znów zmienił front. Na powrót powrócił jego uprzejmy chłód. Musiałam więc wziąć sprawy w swoje ręce. W głowie świtał mi już plan.

Maja na szczęście na następy dzień czuła się już lepiej o czym Wojtek poinformował mnie smsem. Po kilku wymienionych wiadomościach kontakt się urwał. Wiedziałam, że do przedszkola miała wrócić dopiero w piątek, więc specjalnie na ten dzień wzięłam urlop.

Rano spakowałam walizki i ze spokojem oświadczyłam Michałowi, że odchodzę. Spodziewałam się wybuchu agresji i nie przeliczyłam się. Po wielkiej kłótni wyszłam w końcu z jego mieszkania. Było mi to potrzebne! Bez takiej dawki emocji nie byłam w stanie zagrać swojej roli przekonująco. Plan był prosty! Wzbudzić w Wojtku troskę i chęć pomocy. Wyszłam z bloku i usiadłam na ławce. Teraz pozostało mi jedynie czekać! Na tę część nie miałam niestety żadnego wpływu. Liczyłam, że Wojtek zadzwoni, zauważywszy moją nieobecność w pracy. Tak też się stało.

– Halo? – rzuciłam płaczliwie do telefonu.

– Cześć! Przepraszam, że przeszkadzam! W przedszkolu powiedzieli, że wzięłaś urlop na żądanie. Wszystko w porządku? – spytał z troską, a moje serce fiknęło koziołka z radości. Musiałam jednak grać dalej.

– Ja… Nie, nie jest w porządku! Pokłóciliśmy się, on… – jąkałam się.

– Ewa co się stało? – dopytywał zdenerwowany.

– Już nie mogłam tak dłużej – chlipnęłam żałośnie. – On próbował… – Rozpłakałam się.

– Gdzie teraz jesteś? – zapytał.

– Pod jego blokiem.

– Gdzie dokładnie?

– Na Broniewskiego – rzuciłam słabo.

– Nie ruszaj się stamtąd, zaraz tam będę – powiedział i rozłączył się.

Poszło jak spłatka! Wyjęłam szybko lusterko i przejrzałam się. Tusz rozmazany, oczy czerwone, włosy w lekkim nieładzie – idealny wygląd biednej i poszkodowanej. Podciągnęłam nogi na ławkę i objęłam je ramionami. Tak przygotowana czekałam na przyjazd Wojtka. Nie kazał na siebie długo czekać. Oczywiście słyszałam jak wysiadał z samochodu, ale nie podniosłam głowy. Usiadł obok i poczułam jego rękę głaszczącą mnie po plecach. Dopiero wtedy spojrzałam na niego. Wzrok miał smutny i zatroskany. Niewiele myśląc wtuliłam się w niego. Wyczułam, że zastygł w bezruchu a wszystkie jego mięśnie się spięły, gdy objęłam go w pasie. Nie spodziewał się takiego zachowania, jednak nie odepchnął mnie. Po chwili przygarnął mnie swoim szerokim ramieniem i zaczął gładzić uspokajająco po plecach, podczas gdy ja wypłakiwałam fałszywe łzy. Normalnie powinnam dostać Oskara za tę scenę. Dumna z siebie w końcu uwolniłam się z jego uścisku. Przetarłam policzki i spojrzałam na niego.

– Przepraszam! Zwykle nie zachowuję się w ten sposób – powiedziałam słabo.

– Ten dupek nie zasługuje na żadną twoją łzę – powiedział i czułym gestem potarł mój policzek.

Zrobiło mi się ciepło w okolicach serca. Mówił dokładnie to co chciałam usłyszeć!

– Tak, masz rację to ostatnie łzy jakie przez niego przelałam!

– To co teraz? – spytał i spojrzał wymownie na moją walizkę. – Masz gdzie się zatrzymać?

– Tak, myślę, że siostra mnie przygarnie. – Uśmiechnęłam się lekko.

Oczywiście mogłam skłamać, powiedzieć, że nie mam dokąd pójść, ale nie chciałam przeginać i nadużywać jego troski. W końcu to facet powinien gonić króliczka. Ja jedynie naginałam lekko przepisy podstawiając mu się przed oczy. Nie zamierzałam jednak wykładać mu się gotowa! O nie! W całej zabawie chodziło o to, żeby facet myślał, że zdobył a nie, że został zdobyty.

– W takim razie, załapałaś się na darmową podwózkę – powiedział zadowolony i złapał moją walizkę.

– No ja myślę, że darmową! Po tym pysznym rosole coś mi w końcu jesteś winien – przegadywałam się.

– No dobra! Darmowa podwózka i zapraszam na śniadanie! – Wyszczerzył się w uśmiechu.

– Się wykpił! Niech już będzie! – Uśmiechnęłam się.


– Proszę bardzo – powiedział i otworzywszy drzwi od samochodu, zaprosił mnie gestem do środka.

Nie skończyło się jednak na śniadaniu. Tak dobrze nam się rozmawiało, że Wojtek zaprosił mnie do studia. Okazało się, że jego zespół właśnie zaczynał pracę nad nowym albumem. Z tej okazji do Warszawy przyjechała jego mama by pomóc mu w opiece nad Mają w czasie gdy on będzie skupiony na pracy. Oczywiście ofiarnie zaproponowałam mu, że ja również mogę pomóc.

– Daj spokój, pewnie masz dość dzieciaków po całym dniu w pracy – oponował.

– Ależ skąd! Uwielbiam dzieci! W szczególności Maje. To naprawdę żaden problem. Poza tym mam mnóstwo wolnego czasu, towarzystwo mi się przyda.

– To zbyt duże obciążenie, nie mogę się zgodzić.

– Przecież nie będziesz trzymał tutaj mamy w nieskończoność. A ja jestem na miejscu, w dodatku wolna i z odpowiednimi kwalifikacjami – przekonywałam go z uśmiechem. – Po prostu się zgódź!

– Z nieba mi spadłaś kobieto – powiedział w końcu. – W życiu ci się nie odwdzięczę!

Przewróciłam oczami.

– Wystarczy, że czasem obetrzesz moje łzy – powiedziałam. – Jestem emocjonalnie ekonomiczną wersją.

– Mam nadzieję, że to już nie będzie konieczne – odpowiedział patrząc mi głęboko w oczy. Przeszły mnie ciarki od tego spojrzenia. – Nie mogę znieść gdy kobieta płacze.

– Bądź spokojny. Zdarza mi się to jedynie wtedy gdy uświadamiam sobie, że bliski mi człowiek tak naprawdę jest przeklętym dupkiem.

– W takim razie, nie możemy dopuścić do tego aby to się powtórzyło – powiedział i wymownie uniósł jedną brew, sprawiając, że totalnie odpłynęłam. Porwał mnie ocean jego niebieskich oczu, zatopiłam się w nim i nie chciałam już nigdy dopływać z powrotem do brzegu.

************************************************************

Mimo wszystko mam nadzieję, że zareagujecie na mój apel i przekonacie mnie do publikacji nowego rozdziału.
PS. Uwaga spoiler! Julia powróci!

piątek, 30 września 2016

II#1

Witajcie Kochani! Powracam... z drugą częścią, z nowymi pomysłami, z nowymi bohaterami jak i również ze starymi obawami czy Wam się spodoba...
Nie ukrywam czasu było mało, ale bardzo się starałam, bo nie chcę Was zawieść. Nie jestem do końca zadowolona z efektów końcowych (zresztą chyba nigdy nie będę, bo wiecznie bym coś poprawiała), ale nie chcę Was dłużej trzymać w niepewności. Poza tym, w najbliższym czasie będę skupiona na czymś innym, (ale o tym narazie cicho szaaaa), dlatego zdecydowałam, że już najwyższy czas. Mam tekstu na kilkanaście rozdziałów, w planach następne, ale zanim się za nie zabiorę potrzebuję Waszych opinii i motywacji... Tak więc... siedzicie wygodnie? Jesteście gotowi? 
Akcja rozpoczyna się trzy lata później odkąd zniknęła Julia. Poznajcie Ewę - nową bohaterkę....



Pierwszy września. Nie mogłam uwierzyć, że wakacje już się skończyły. Czas zdecydowanie za szybko płynął. Powinnam wrócić do pracy wypoczęta a tymczasem czułam się jakbym nie miała urlopu. Oczywiście wiedziałam jaka jest przyczyna takiego stanu. Decyzja o przeprowadzce do Michała, była błędem. W ogóle decyzja, aby zainwestować w niego czas była porażką. Każdego dnia uświadamiałam sobie to głębiej. Zachodziłam w głowie, jak do tego doszło. Z dwojga wydających się kochać ludzi staliśmy się niemal wrogami. Czy to codzienna rutyna nas zabijała? Wydawało mi się, że go znam, jednak szybko musiałam zweryfikować swój pogląd. Te kilka godzin w tygodniu, które spędzaliśmy przez ponad rok na randkach, dało mi jego obraz, jak się okazało w krzywym zwierciadle. Gdy się do niego wprowadziłam, wszystko się zmieniło. Nagle stał się zaborczy i zazdrosny. Zaczął ode mnie więcej wymagać a sam nie dawał mi nic w zamian. Zdawał się całym sobą mówić: „usidliłem cię, jesteś teraz moja i masz robić co ci każę”. Oczywiście buntowałam się, z tego powodu wybuchały awantury. Miałam tego już serdecznie dość. Byłam zmęczona, nie tego oczekiwałam po wspólnym zamieszkaniu. To nie była moja wizja idealnego związku. Nie po to stawałam na głowie, aby zaczął się ze mną spotykać, by teraz zadawalać się taką byle jakością. Zastanawiałam się dlaczego nadal z nim jestem. Z powodu miłości? Nie to nie była miłość! To co w takim razie? Chęć bycia w związku dla związku i obawa, że zostanę starą panną? Wieku nie oszukam! Sama siebie również! Byłam żałosna! Z zamyślenia wyrwał mnie płacz dziecka. Niby nic nowego, w przedszkolu dzieci wiecznie płaczą, zwłaszcza na początku kolejnego roku szkolnego. Moim obowiązkiem jako przedszkolanki było jednak dbanie, aby płakały jak najmniej. Przystanęłam cicho przy szatni skąd dochodził dźwięk, chcąc rozeznać się w sytuacji.

– Tatusiu, proszę nie zostawiaj mnie tutaj. Chcę do domu – zawodziła jakaś dziewczynka.

– Słoneczko, obiecałaś spróbować. – Jakiś męski głos próbował ją uspokoić.

– Boję się, proszę zostań ze mną.

Słysząc podciąganie małym noskiem i płacz, mogłam sobie z łatwością wyobrazić tę scenę. Dziewczynka przyklejona do nogi taty, próbuje przekonać go łzami, aby jej nie zostawiał. Jako pedagog oczywiście wiedziałam, że dla dzieci jak i dla rodziców takie rozstania nie są łatwe. Jednak rodzic zawsze powinien być stanowczy, oczywiście w łagodny sposób spróbować przekonać dziecko aby jednak spróbowało. Z zasłyszanych słów, zrozumiałam, że tatuś jednak zaczyna się łamać, postanowiłam więc wkroczyć do akcji. Weszłam do szatni. Mężczyzna tulił w objęciach zapłakaną dziewczynkę.

– Dzień dobry – powiedziałam i z uśmiechem na ustach podeszłam do nich. – Hej, ślicznotko, chyba jesteś dziś u nas pierwszy raz? Zgadłam? – zagadałam do małej.

Podciągnęła noskiem i spojrzała na mnie z zainteresowaniem. Punkt dla mnie! Pokiwała głową.

– Jak się nazywasz? – ciągnęłam dalej.

– Maja Łozowska – odpowiedziała swoim słodkim głosikiem.

– Miło mi cię poznać Maju, ja jestem Ewa. Tak się składa, że jestem wychowawczynią twojej grupy. Chciałabyś zobaczyć naszą salę zabaw?

Małej rozbłysły oczy i uśmiechnęła się kiwając głową. Wyswobodziła się z uścisku ojca i złapała rękę którą do niej wyciągnęłam, zachęcając ją do podejścia.

– Dziękuję – szepnął w moim kierunku ojciec dziewczynki.

Dopiero teraz mu się przyjrzałam. Na oko, sądząc po zmarszczkach na twarzy miał ponad trzydzieści lat, mimo to ubrany był zdecydowanie luzacko i młodzieżowo. Miał na sobie skurzaną kurtkę, spod której wystawała bluza w kapturem. Głowę przykrywał mu czarny kapelusz, spod którego luźno zwisały lekko kręcone włosy, sięgające ramion. Spodnie rurki i jakieś modne buty. Zupełnie odbiegał stylem od pozostałych tatusiów, których spotkałam dotychczas w całej swojej karierze pedagoga. Było w nim coś… innego, coś co sprawiało, że nie potrafiłam oderwać wzroku. Miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś go już widziałam. Zaraz, zaraz! Tak! Olśniło mnie. To był wokalista jakiegoś zespołu, widziałam go już przecież w telewizji. Nie mogłam sobie przypomnieć jak się nazywał, ale byłam niemal pewna, że to on. Uśmiechnęłam się do niego głupawo. Zaraz jednak przybrałam profesjonalny wyraz twarzy! Co z tego, że to gwiazda. Nie chciałam, aby wziął mnie za jakąś ofiarę, co mdleje, na widok celebryty. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni jakiś kartonik i podał mi go, mówiąc:

– Proszę dzwonić, gdyby płakała, lub… po prostu proszę dać mi znać jak sobie radzi. Mogę panią o to prosić?

Wzięłam wizytówkę i schowałam ją szybko do kieszeni.

– Proszę się nie martwić, jest w dobrych rękach. Wszystko będzie dobrze – powiedziałam.

Pożegnał się z córką i szybko wyszedł.

Moja nowa podopieczna nie opuszczała mnie na krok cały dzień. Dzieci różnie reagują. Jedne chojrakują na początku, by za chwilę płakać po kątach, inne płaczą na początku, ale później dzielnie trzymają fason. Maja była inna. Od razu przejęła rolę mojej pomocnicy. Chciała mi we wszystkim pomagać. Wpatrywała się we mnie zachwycona, co chwilę się do mnie przytulała. Inne dzieci nie bardzo ją interesowały. Była bardzo wygadana jak na trzylatkę i zadawała mi miliony pytań. Gdy w końcu nastała przerwa na leżakowanie i położyłam dzieci spać, miałam chwilę odpoczynku. Przypomniałam sobie o wizytówce. Wyjęłam ją szybko i z zaciekawieniem obróciłam w dłoniach. Na białym kartoniku widniał tylko numer telefonu oraz imię i nazwisko: Wojciech Wozzo Łozowski. Nie namyślając się długo wystukałam na komórce smsa:

Maja radzi sobie świetnie. Proszę się nie denerwować. Pozdrawiam Ewa.

Odpowiedz nadeszła bardzo szybko.

Ufff Dziękuję. Również pozdrawiam Wojtek.

Uśmiechając się pod nosem zapisałam sobie jego numer w komórce pod nazwą: Gwiazda.

Reszta dnia zleciała jak zawsze. Zaraz po obiedzie zaczęli się schodzić rodzice, aby odebrać swoje pociechy. Maja siedziała na moich kolanach i rozemocjonowana opowiadała mi o swoich urodzinach, które odbyły się niedawno. Słuchałam jej wtrącając w odpowiednich momentach „ochy” i „achy” jednocześnie rozglądając się po sali, aby sprawdzić jak inne dzieci sobie radzą. Śmiejąc się z opowiadania dziewczynki odwróciłam głowę i napotkałam spojrzeniem Wojtka. Nie wiedziałam jak długo stał w drzwiach, ale przyglądał nam się z dziwnym wyrazem twarzy. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że jego spojrzenie wyraża tęsknotę, ale to było coś głębszego niż tylko tęsknota za córką, której nie widział raptem kilka godzin. Zrobiło mi się go żal, mimo iż to uczucie było kompletnie irracjonalne, bo skąd mogłam wiedzieć co mu tam w głowie właśnie grało?

Podeszłam do niego, niosąc na rękach Maję przytuloną, jak małpkę. Mała oderwała się ode mnie niechętnie, co mnie bardzo zdziwiło. Coś tu było nie tak. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, aby dziecko w pierwszym dniu nie miało ochoty wracać do domu. Wojtek odebrał córkę i podziękował mi. Jego wzrok był zimny i przenikliwy. Czy tylko mi się to zdawało? Zostałam w tym samym miejscu, podczas gdy oni zniknęli za rogiem. Usłyszałam jeszcze jak mała mówi:

– Tatusiu, pani Ewa jest taka super. Moglibyśmy spotkać się z nią poza przedszkolem?

– Chciałabyś tego? – spytał Wojtek. Jego głos jakby lekko zadrżał.

– Bardzo! – odpowiedziała mu dziewczynka.

Przez następne kilka dni Maja zawładnęła moim sercem. Była rozbrajająco szczera i zabawna. Codziennie miała dla mnie nową porcję opowieści. A to jak jej tata, przypalił obiad, albo jak babcia zgubiła kluczyki do samochodu. Poznałam całą jej rodzinę i znajomych Wojtka poprzez jej paplaninę. Jedyne co mnie smuciło to, że nigdy nie opowiadała o matce. To, że traktowała mnie bez mała, jak rodzicielkę świadczyło tylko o jednym. Musiała jej nigdy nie poznać, lub miała z nią bardzo ograniczony kontakt. Nie chciałam być wścibska i jej wypytywać, ale nurtowało mnie to. Brakowało jej ewidentnie matczynej miłości. Wojtek sądząc po jej opowieściach starał się jak mógł, ale dziewczynka potrzebowała jednak kobiecej dłoni obok siebie. Jak sama kiedyś powiedziała: „tatuś by tego nie zrozumiał”. Z jednej strony cieszyłam się, że mogę ją wesprzeć choć kilka godzin dziennie, z drugiej myślałam perspektywicznie. Nie chciałam aby przyzwyczajała się do mojej obecności, bo wiedziałam, że to nie będzie trwało wiecznie. Najdziwniejsza jednak w tym wszystkim była postawa Wojtka. Wyczuwałam od niego ogromny dystans w stosunku do mojej osoby. Czułam, że przygląda mi się, obserwuje i analizuje moje relacje z Mają. Rozmawiał ze mną zawsze bardzo powściągliwie. Miałam wrażenie, że jest na mnie zły z powodu tego, że córka okazuje mi tyle zainteresowania.

Któregoś dnia, robiłam zakupy w jednym z hipermarketów. Przechodząc obok regałów z zabawkami, mignęła mi znajoma główka. Maja kucała i cichutko płakała. Podbiegłam do niej szybko.

– Kochanie co się dzieje? – spytałam zaniepokojona, rozglądając się nerwowo na boki. Nigdzie jednak nie widziałam jej taty.

Dziewczynka gdy tylko mnie zobaczyła, rzuciła mi się na szyję.

– Zgubiłam się! Nie chciałam! – łkała spazmatycznie.

– Już dobrze, kochanie. Zaraz zadzwonię do twojego taty.

Znalazłam w torebce komórkę i pospiesznie wykręciłam numer. Mała cichutko popłakując nie chciała się ode mnie oderwać.

– To nie jest najlepszy moment – usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos Wojtka.

– Tak wiem! Znalazłam ją – powiedziałam szybko nim zdążył się rozłączyć.

– Co? Gdzie ona jest? – spytał.

– W alejce z zabawkami.

– Z zabawkami? No jasne, że z zabawkami… idiota ze mnie. Zaraz tam będę – powiedział i się rozłączył.

Chwilę później zobaczyłam go jak biegnie. Maja gdy tylko go ujrzała rzuciła mu się na szyję.

– Przepraszam tatusiu – pisnęła.

– Już wszystko dobrze córeczko, ale proszę nie rób mi tak więcej.

Wojtek zamknął oczy i przytulił małą. Na jego twarzy malowała się ulga. Stałam i ze wzruszeniem patrzyłam na nich oboje. Poczułam ukłucie zazdrości. Też tak chciałam! Chciałam mieć faceta, który będzie właśnie tak traktował nasze dziecko. No może pomijając fakt, że oczywiście dostałby burę za to, że ją zgubił. Po raz pierwszy poczułam, że chciałabym taką rodzinę. Chciałabym takiego męża i takie dziecko. Oczami wyobraźni zobaczyłam siebie obok nich. Stop! Wróć na ziemie! Fantazjujesz! Pokręciłam głową aby odegnać od siebie obrazy, które spłynęły mi do głowy nieproszone.

– Dziękuję. – Wojtek przerwał w końcu mój potok myślowy. – Wystarczyła chwila nieuwagi i już jej nie było. – Tłumaczył się.

– Zdarza się! Na szczęście nic złego się nie stało – odpowiedziałam, uśmiechając się. Chyba pierwszy raz zwrócił się do mnie nie używając słowa „pani”. Najwyraźniej emocje tak na niego wpłynęły. Nawet się uśmiechnął. Cóż za zmiana!

– Tatusiu zabierzemy panią Ewe na lody? Proszę? – Maja zaskomlała, gdy już przestała płakać.

– Pani Ewa na pewno jest zajęta, robi zakupy – odpowiedział Wojtek, zerkając w moją stronę.

– Właściwie, to mam czas. I mam już wszystko co potrzeba w wózku – powiedziałam, zanim zdążyłam się zastanowić.

Maja klasnęła w dłonie. Przynajmniej ona się ucieszyła. Wojtek z wymuszonym, uprzejmym uśmiechem przepuścił mnie pierwszą do kasy. Całą drogę do kawiarni przy pasażu pokonaliśmy w milczeniu. Znaczy milczałam ja i Wojtek, Maja natomiast podskakując radośnie podśpiewywała piosenkę której dzisiaj się nauczyła w przedszkolu. W pewnym momencie złapała nas oboje za ręce. Spojrzeliśmy na siebie z Wojtkiem jednocześnie. Dla kogoś z zewnątrz ten obrazek wydawał się zapewne sielski. Ot, para ludzi spacerowała sobie trzymając się za ręce z dzieckiem. Widziałam w jego spojrzeniu, że poczuł się nieswojo. Ja miałam jednak inne odczucia. W zakamarkach umysłu zaczęło coś kiełkować, ale jeszcze nie byłam pewna czy coś będę chciała z tym zrobić.

Wozzo

Patrząc jak Majka szczęśliwie podskakiwała, gdy spacerowaliśmy przez pasaż, biłem się z myślami. Złapała nas oboje za ręce, nie zdając sobie oczywiście sprawy z tego jak to wyglądało. Zerknąłem na Ewe, zarumieniła się, najpewniej też poczuła się niezręcznie. Majka nie pierwszy raz wykręcała mi taki numer. Gdziekolwiek bym jej nie zabrał, zawsze lepiła się do jakiejś kobiety. Serce mi się krajało, bo wiedziałem z czego to wynikało. Choćbym nie wiem jak się starał nie mogłem zastąpić jej matki, o którą bez przerwy ostatnio pytała. Od jakiegoś czasu wszystkie spotkane kobiety traktowała jako potencjalne kandydatki na mamy. Z tymże żadna do tej pory nie poświęciła jej tyle uwagi, co Ewa. Nie wiedziałem, co mam o niej myśleć. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie ciekawiła. Gdy patrzyłem, jak zajmuje się małą serce mi rosło. Oczywiście była przedszkolanką, to jej praca, musiała się opiekować dziećmi. Jednak miałem wrażenie, że traktuje Maję jakoś dużo szczególniej niż inne dzieci. Nieraz podglądałem to jak się z nią bawiła, jak rozmawiały radośnie się śmiejąc. Majka nie przestawała o niej mówić po powrocie z przedszkola. Cholernie mnie to gryzło. Co miałem jej powiedzieć gdy pytała czy możemy się z nią spotkać poza przedszkolem? Dotychczas nie myślałem nawet o tym aby zacząć się z kimś spotykać. Samolubnie użalałem się nad sobą, podczas gdy nie zauważałem, że Mai jest potrzebna matka. Wszyscy na około powtarzali mi, że powinienem odpuścić i zacząć żyć dalej. Ale jak miałem odpuścić miłość swojego życia? I jak miałem wytłumaczyć trzylatce, że nie może każdej napotkanej kobiety napastować jakby była jej matką? Minęło już tyle czasu, czułem, że wspomnienia po Julii zaczynały blednąć w mojej głowie i rozmywać się. To poczucie odkładało się nową warstwą smutku na ciągłej tęsknocie. Tak bardzo mi jej brakowało…

Usiedliśmy w końcu w kawiarni. Kelnera przyniosła zamówienie. Między nami nadal trwała cisza. Byłem zły, że Majka mnie wrobiła, ale z drugiej strony patrząc na jej uśmiechniętą twarzyczkę, jak mógłbym odmówić jej tej chwili radości. Postanowiłem się w końcu przełamać i dać Ewie szansę. A nuż może się nie zanudzę? Była wysoką, szczupłą blondynką z niebieskimi oczami, nawet całkiem ładna, na swój dziewczęcy sposób, ale kompletnie nie w moim typie! Tak bardzo różniła się od Julii. Nie mogłem nic poradzić na to, że każdą napotkaną kobietę do niej porównywałem.

– Dawno pracuje pani jako przedszkolanka? – spytałem.

– Proszę mi mówić po imieniu. Jestem Ewa – uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie rękę przez stolik. Miała ciepłą dłoń.

– No tak! Tak w sumie chyba będzie łatwiej. Wojtek – odpowiedziałem potrząsając lekko naszymi splecionymi dłońmi.

Rozmowa szybko zeszła na temat Mai. Nim się spostrzegłem pół godziny minęło jak dwie minuty. Ewie nagle zadzwoniła komórka. Szybko odnalazła telefon w torebce i spojrzała na wyświetlacz. Mina jej zrzedła gdy zobaczyła kto dzwoni. Z lekkim przerażeniem w oczach odrzuciła połączenie i szybko wstała, żegnając się pośpiesznie. Dziwne to było. Odniosłem wrażenie, że bała się osoby dzwoniącej. Nie mogłem się powstrzymać i obserwowałem ją jak się oddalała. Nie namyślając się długo, złapałem Majkę pod pachę i popędziłem za nią. Sam nie wiem czym się kierowałem. Gdy wyszliśmy na parking od razu ją zauważyłem. Stała obok drogi, obładowana siatami i rozglądała się energicznie. Przystanąłem na chwilę. Koło niej zatrzymało się jakieś zdezelowane Audi. Z głośników samochodu sączył się ciężki rap. Kierowca uciszył muzykę i nachylił się w jej kierunku przez szybę.

– Ile można czekać na ciebie? – warknął.

– Jak byś łaskawie mi pomógł to byłoby szybciej – odszczekała się, próbując otworzyć bagażnik samochodu. Po kilku nieudanych próbach, zawołała:

– Otwórz ten bagażnik!

Z samochodu wysiadł koleś w dresie i obcisłej koszulce. Klnąc soczyście pod nosem, podszedł do tyłu samochodu i odepchnął ją trochę zbyt stanowczo.

– Nic nie umiesz sama zrobić! – krzyknął otwierając klapę.


Ewa włożyła zakupy do środka i zatrzasnęła bagażnik. Oczywiście nie pomógł jej z siatkami tylko od razu usadowił się za kierownicą. Dziewczyna jeszcze nie zdążyła zatrzasnąć drzwi, gdy auto z piskiem ruszyło. Przejeżdżając koło mnie, nasze spojrzenia się spotkały. Bardzo mi się nie spodobało to, co zobaczyłem w jej oczach. Z wściekłości zacisnąłem dłonie w pięści. To nie twoja sprawa – powtarzałem sobie w myślach, jednak nie mogłem się pozbyć z głowy widoku jej przerażonych oczu.

*******************************************************

No i jak? Zdziwieni? Zaskoczeni? Źli? Zadowoleni? Zaciekawieni? Znudzeni?
Cokolwiek czujecie, dajcie upust swoim emocjom w komentarzach... KONIECZNIE!!!!
PS. To jakie macie plany na piątkowe wieczory?
Pozdrawiam,
Wasza Angela...



piątek, 9 września 2016

#Ogłoszenie

Witajcie kochani...
Co się tyczy kontynuacji mojego opowiadania to... Większość z was w komentarzach narzuciła mi termin na "po wakacjach", mimo iż ja nigdy nie mówiłam kiedy nowe rozdziały się pojawią... Jednak postanowiłam sprostać Waszym oczekiwaniom... wakacje upłynęły mi więc "pracowicie", niestety jednak jeszcze nie jestem gotowa aby to opublikować... potrzebuję jeszcze chwilki czasu... może tydzień... może dwa... nie dodam nic nowego jeśli nie będę mieć absolutnej pewności, że zdążę dopisać resztę publikując jak zazwyczaj co tydzień. Także proszę Was o jeszcze trochę cierpliwości, no i oczywiście o motywacje. Jesteście ze mną jeszcze? Kto chce przeczytać 2 część wstawia komentarz!!!

No i mały spoiler - w kontynuacji pojawią się nowe postacie (jak i stare oczywiście :-) będzie więcej tekstu z narracją Wozza... no i...

piątek, 1 lipca 2016

#Spoiler

Tak, to znowu ja J
Wiem, co pisałam w zeszłym tygodniu…. Ale chciałam Was poinformować, iż złamałam się pod naporem próśb i gróźb…. Zaczęłam pracę nad kontynuacją tej historii…. Nie potrafię się z nią rozstać... Nie wiem jeszcze kiedy ujrzy ona światło dzienne, więc proszę Was o cierpliwość i wsparcie…..
Aby zostawić was w trochę lepszych nastrojach po Epilogu (nie, nie zmienię go, nadal jest aktualny J), przygotowałam mały spoiler drugiej części. Wiem, że wrzucając epilog ominęłam kilka wydarzeń, których zapewne jesteście ciekawi…. Więc cofniemy się w czasie we wspomnieniach Julii…


*******************************************************************



Tuż po naszych zaręczynach Wojtek zaskoczył mnie swoją decyzją. Pewnego dnia wziął moje opakowanie tabletek antykoncepcyjnych i zadowolony z siebie wyrzucił je do kosza na moich oczach.

– Co robisz? – spytałam zdziwiona.

– To już ci nie będzie potrzebne – odpowiedział, uśmiechając się szelmowsko.

– Nie wygłupiaj się! – odpowiedziałam i zrobiłam ruch w stronę kosza, zamierzając odzyskać opakowanie. Zagrodził mi jednak drogę swoim ciałem.

– Jak tam sobie chcesz! – prychnęłam. – Masz szlaban na seks, dopóki nie kupię nowego opakowania – powiedziałam pokazując mu język. Odwróciłam się i zamierzałam wyjść, gdy poczułam jak łapie mnie w pasie  i okręca. Siłą rozpędu zderzyłam się z jego klatką piersiową. Natychmiast unieruchomił mnie w uścisku.

– Nie wydaje mi się! – powiedział wbijając we mnie to swoje seksowe spojrzenie, po którym zawsze miękły mi nogi.

– Co? – spytałam zdezorientowana. Mącił mi myśli patrząc na mnie w ten sposób. Już nie byłam pewna o czym właściwie rozmawialiśmy.

– Nie wydaje mi się, abyś mogła mi się oprzeć! – powiedział pewny swego i  przejechał kciukiem po moich wargach. Tętno skoczyło mi do maksimum i przełknęłam głośno ślinę. Moje ciało, jak zawsze zareagowało optymizmem na taki bieg wydarzeń. Poczułam, jak w brzuchu zaczął się piętrzyć żar i zdałam sobie sprawę, że jestem na przegranej pozycji. Miał cholerną rację!

– Co ty zamierzasz? – spytałam, znajdując w sobie odrobinę zdrowego rozsądku i złapałam się jej, bo czułam, że za chwilę przekroczę granicę i rozpłynę się pod wpływem jego spojrzenia i dotyku.

– Zamierzam, kochanie zrobić ci dziecko – powiedział, przygryzając lekko płatek mojego ucha, doprowadzając mnie tym do mimowolnego drżenia. Jego słowa docierały do mnie z lekkim opóźnieniem. Prawie się zapowietrzyłam, gdy mój mózg w końcu przyswoił zasłyszane słowa.

– Co proszę? – wyszeptałam, starając się wyszarpać z jego uścisku. Wojtek jednak nie dawał za wygraną. Zwiększył siłę w ramionach przyciskając mnie mocniej do siebie. Jednocześnie jego ciepły język kontynuował podróż po mojej szyi, zmniejszając tym samym moją szansę na powstrzymanie ogarniającego pożądania, które rozlewało się w moim ciele.

– Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałaś mi o tym śnie, że urodziłaś mi synka? Chcę właśnie tego! Jestem gotowy by zostać ojcem i to właśnie ty mnie nim uczynisz! – powiedział władczo, dysząc lekko w moje ucho.

Zaskoczenie mieszało się z euforią w mojej głowie. Pokochałam go w tym momencie jeszcze bardziej, choć nie sądziłam, że jest to możliwe.

– Kochanie uczynię to z radością, ale dlaczego tak szybko? Zajmijmy się najpierw ślubem. Nie chcę iść do ołtarza z brzuchem – poskarżyłam się pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.

– Nie będziesz musiała. Nic jeszcze nie będzie widać – odpowiedział dysząc mi prosto w usta.

– Ale jak to? – spytałam zdziwiona, łapiąc się w głowie dziwnemu przeczuciu.

Wojtek nagle złapał moją twarz w obie swoje dłonie i popatrzył mi głęboko w oczy.

– Nic jeszcze nie będzie widać, ponieważ ślub odbędzie się za dwa miesiące. Termin i sala już zaklepane!

– Powiedz, że żartujesz! – Przeraziłam się. – To za szybko! Przecież z niczym nie zdążymy! A zaproszenia? A wystrój? Kto będzie grał? Przecież nie mam jeszcze wybranej sukni – panikowałam. Wojtek jednak zamknął mi usta pocałunkiem, przerywając potok myśli w mojej głowie.

– Niczym się nie przejmuj. We wszystkim ci pomogę – powiedział, gdy w końcu nasze wargi zakończyły swój taniec, odrywając się od siebie. Delikatnymi ruchami masował moje plecy. Drżałam na całym ciele. – Jesteś tylko moja! Chcę to oznajmić całemu światu, jak najszybciej. Nie mogę znieść myśli, że miałoby cię znów zabraknąć w moim życiu. Jestem najszczęśliwszy gdy mam cię tuż obok siebie i chcę aby tak było już zawsze. Wiem, że może ci się to wydać niedorzeczne, ale chcę w ten sposób oszukać los, który niewiadomo co jeszcze dla nas przygotował. Będę spokojniejszy, jeśli będziesz już moją żoną. Więc proszę zrób to dla mnie.

– A niech cię, Łozowski!

Tym razem to ja zamknęłam mu usta pocałunkiem, rzucając się na niego z jękiem. Wyraz jego oczu uspokoił mnie i przekonał do tego szalonego pomysłu. W tamtej chwili pragnęłam dać mu wszystko to, o co poprosił. Cały mój świat skupiał się w jego osobie, więc jak mogłabym odmówić?

**********************************************

A teraz już na serio przerwa..........